Dzisiejsza trasa po dość udanej ostatniej się nie udała.. Ale to nie przez to, że słaby byłem, że mi się nie chciało czy się zniechęciłem a przez pogodę. Na domiar złego coraz krótsze dni i to, że coraz szybciej się robi ciemno jakoś mocno i to mocno negatywnie na mnie wpływa.. Choć przyznam, że miałem dzisiaj w pracy takie mieszane uczucia wobec tej trasy, a było co do niej kilka wariantów - wariant który najbardziej przypadł mi do gustu to zrobienie trasy Buszującego w Zbożu. Był też pomysł aby jechać na Lekowo i tym razem trafić do Starej Dobrzycy, wracając przez Resko odebrać kolegę MM na ognicho. Ten jednak odmówił wzięcia udziału dzisiaj w ognisko i się sprawa sypnęła. Miałem też plan, pomysł aby pojechać do tego całego Sulikowa pod Gostyniem Szczecińskim, gdzie odkryłem tą dawną suszarnię i składowanie zboża: Sulikowo - historia. Chodzi oczywiście o te moje przypadkowe odwiedziny tego miejsca: Nadmorskie przygody. Liczyłbym na to, że od dziś nie byłoby komarów. No ale plany planami a pogoda.. Jakby to jeszcze lekko padało a tak było gdy wyjeżdżałem.. To nie. Jak lunęło i zaczęło intensywnie padać.. Schroniłem się w budce w Mechowie, która szybko zaczęła być wodą zalewana, a czekać tam godzinami nie było sensu - więc wróciłem zniechęcony. No oczywiście- chciałem sobie pojeździć to musiało się tak skończyć. A nie napisałem - postanowiłem dzisiaj mimo wszystko zrobić trasę buszującego w zbożu, ale się nie powiodło. Także plany ogniskowe i ewentualna trasa buszującego w zbożu stoi przede mną otworem do realizacji jutro tj. 26.09..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 685
Trasa nr [łączna]: 767
Trasa nr [na blogu]: 681
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 161
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 758 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 672 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5814 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5829 km
Maksymalna prędkość: 34.2 km/h
Przejechałem: 15.18 km
Przejechałem [msc]: 816.09 km
Przebieg roweru [rok]: 7263.8 km
Przebieg roweru [suma]: 29829.53 km
Przejechalem w 2020: 7263.8 km
Podroż dookoła świata (2020) 18.1595 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 74.5738 [%] km
Czas jazdy: 00:48:26 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1882:45:13 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1659:19:05 h
Czas Jazdy Suma (2020): 460:55:45 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 50:47:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:10:28 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:51:46 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:21 h
Średnia: 18.98 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego co prawda się nie udała ale jest też dobra strona tej całej sytuacji :) Rower czyściutki. I w końcu naprawiona sakwa. Pewnie się nie chwaliłem ale na ostatni wyjazd: Dookoła Zalewu Kamieńskiego z 23.09.2020 - tak mocno się chciałem spakować, zabrać ze sobą tyle rzeczy, że nie wytrzymał zamek środkowej części torby. Pomijam fakt, że boki są rozwalone - one są tak od miesięcy, przywykłem. W końcu nawet mówię, jak się ktoś czepi, że ja to taki rowerowy kloszard xD I tak sobie jeżdżę jak ta życiowa ofiara.. Bo co mam zrobić. Nieco ponad rok czasu mam nową sakwę, ponad 200 zł za nią dałem a tak szybko się zniszczyła. Popękana, powyginana, poszarpana na wszystkie strony. Nie wytrzymuje i nie daje rady. Takie normalne torby (sakwy) rowerowe się do niczego nie nadają, nic nie idzie tutaj przewieść to zaraz pęka niszczy się. I co najgorsze nie jest to konstrukcja wodoodporna. I po takiej przygodzie w deszczu jak dzisiaj to mi tam wszystko pływa - powerbanki, telefon, ładowarki i całe cuda, które wożę.. Także co poradzić.. Szykują mi się czy chcę czy nie kolejne wydatki, bo w tym roku jak w tym - dobiję tą torbę, ale w przyszłym już raczej będę musiał kupić sobie coś porządniejszego co będę miał kilka lat. Pierwszą sakwę miałem właśnie kilka lat, nim się po przedzierała, popękała. Ta obecna - kilka msc i zaczęła się sypać. Obecnie jest coraz gorzej ale już nic na to nie poradzę. Dzisiaj po trasie był właśnie naprawiany zamek środkowy. Boczne zamki tak średnio działają, i tak nie zamykam tych boków, bo to bez sensu, tylko trudniej to otwierać.. I taka ta moja dzisiejsza mała przygoda.. Dojechałem zaledwie do Mechowa, tam stałem i wróciłem.. Bo co zrobić. Teraz żywa jest we mnie nadzieja, że mimo tych faszystów z prognoz pogodowych, co tyle razy przecież kłamali a dzisiaj przez przypadek prawdę powiedzieli - weekend nie będzie aż tak strasznie zły. Gdybym nie pracował to też bym inaczej na to patrzył. A skoro pracuję, to też inaczej patrzę na czas. Co prawda mogę wziąć wolne w środku tygodnia, ale to nie to samo, co zrobić trasy w weekend, odpocząć sobie jak należy a nie znowu do pracy.. Całkiem inne myślenie i podejście. A ja już poważnie myślę nad tym, że niedługo przecież trasa na 30 000 km Aurelii. I być może w obecnej sytuacji, nie wiem jeszcze jak to będzie jutro (26.09) ani tym bardziej w niedzielę (27.09) ale być może uda się w ten weekend zrobić trasę na 30 000 Aurelii. Może nie w taki sposób jaki planowałem bo to byłby ok. 110 km dystans. Ale może chociaż część trasy by się udało.. Chociaż do planowanej Wyspy Chrząszczewo.. (10 tyś Aurelio - wyspa Chrząszczewo). No cóż.. Pozostaje mieć nadzieję, że pogoda się jednak poprawi a moje plany się udadzą! Nie chcę robić tego w tygodniu, chcę już teraz.. Aby później się móc skupić tylko na przygotowaniach do X Rajdu Dookoła Zalewu.. A potem.. O kolejnych wyzwaniach i kolejnych trasach, które odbędą się w przyszłym roku (2021 r.) i dalej..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)