14.08.2019
Jazda nr: 452

Tagi: powr_czas, wiejskie_przygody, zs |

Trasa z dnia dzisiejszego mogła się nie odbyć! Tak pięknie i optymistycznie zaczynam dzisiejszy wpis, niezbyt optymistycznie zacząłem dzisiejszy dzień. Choć on sam skończył się naprawdę bardzo dobrze. Nie mogłem jednak przewidzieć tego jak potoczą się moje losy w dniu dzisiejszym, gdy była mocno zmienna pogoda i dość niepewne moje siły po niezbyt dobrze przespanej nocy. Noc się dłużyła, i była ciężka do przetrwania. Z rana było zimno, nieprzyjemnie na dworze a mnie osłabiała myśl, aby iść dzisiaj do pracy w ogóle, a to jeszcze się spakować i przygotować do jazdy i jechać rowerem do pracy. Rozważałem taki scenariusz aby po pracy wrócić do akademika i dopiero jechać. Ale to jest durne, i trochę męczące, bo to jednak późna pora jechać po godzinie 16, ja mam do przejechania też nie mało.. Ten powrót, dojazd - nie jest taki oczywisty tą cholerną komunikacją miejską. Są same negatywy związane z początkiem trasy. I tak sobie siedzę dzisiaj rano.. Mijają kolejne minuty, jest coraz później po godzinie 6 rano. Aż w końcu na ostatnią chwilę postanowiłem jechać. W końcu nic nie tracę. Jeśli nie dam rady to zrezygnuję w trakcie trasy, przesiądę się w pociąg lub ktoś po mnie przyjedzie. Będę się nie mniej starał zrobić tyle ile dam radę. Przygotowałem się do trasy, opakowany w pakunki, w wodę i żarcie na drogę opuściłem pokój w akademiku. Dzisiejszy dzień zapowiada dla mnie szczęśliwsze chwile, które ostatni raz miałem 3 msc temu, gdy był długi Majowy weekend. Teraz odbywa się długi Sierpniowy weekend, który nie był dla mnie taki oczywisty. Zgodę na niego otrzymałem wczoraj (13.08) na ostatnią chwilę. W godzinach po południowych. Tak tylko powiem, że wczorajszy dzień był mocno pracowity, sporo zrobiłem, dużo się zaangażowałem w różne zadania, kończyłem pewne zaczęte tematy. Na pewno nie można powiedzieć, że się nudziłem. Co innego dzisiaj. Dzisiaj w zasadzie nie zrobiłem nic, poza instalacją dwóch antywirusów. Przebimbałem cały dzień, ale powiem też tak, że z rana nie czułem się za dobrze. Trochę słabiej, chwilowo mnie głowa pobolewała. Na szczęście jakoś mi to przeszło, choć cały dzień strasznie mi się dłużył. Zaczął mi się dłużyć już od rana, gdy leniwie się spakowałem, przeciążyłem trochę Aurelię, słabo się jechało. I jeszcze w dżinsach i koszulce do pracy gnałem - w chłodny, szary i nieprzyjemny poranek. Podczas poranka walczyłem także z rozładowaną baterią w kamerce. Byłem pewny, że mam wszystko naładowane. Ale nie! Tylko jedna kreska w baterii, i to jeszcze nie cała.. bo szybko padła.. Na szczęście, ledwo co, pod pracę dojechałem. Dojeżdżając do niej stałą trasą, która ma przebieg: 3,02 km - czyli przez ul. Sikorskiego do ul. Krzywoustego, i tak do Bramy Portowej, z której jadę do Placu Żołnierza Polskiego i do Bramy Królewskiej i już jestem.. Jestem w pracy. Do pracy jakoś z rowerem się przedostałem. W powrotnej drodze było gorzej wyjść, bo to przeładowane, ucieka ta kierownica, drzwi pozamykane.. Trochę nieporadnie.. No ale się udało.. Chwila po godzinie 1530.. Niech żyje wolność, wolność i swoboda! Można było jechać - mierzyć się z trudami trasy, aby na końcu, dojechać choć zmęczony ale szczęśliwy!
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 455

  • Trasa nr [łączna]: 538
  • Trasa nr [na blogu]: 452
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 7
  • W tym roku: 111

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 530 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 444 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 174.5 km
  • Stan Licznika Końcowy: 259.53 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12581 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12665 km

  • Maksymalna prędkość: 43.8 km/h

  • Przejechałem: 85.03 km
  • Przejechałem [msc]: 304.55 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3253.21 km
  • Przebieg roweru [suma]: 20401.2 km

  • Przejechalem w 2019: 3253.21 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 8.133 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 51.003 [%] km

  • Czas jazdy: 04:33:24 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1282:42:29 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1059:16:21 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 202:59:15 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 18:08:44 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:35:32 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:49:43 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:41 h

  • Średnia: 18.69 km/h
Dzisiejsza trasa, jest moją drugą - udaną, w pełni zrobioną trasą ze Szczecina, odkąd pracuję. Wygląda na to, że zamysł 2 dni przerwy zamiast 1 pomiędzy trasami się sprawdza. Testuję, dzisiaj po raz drugi taki nowy zamysł z początku tego tygodnia i nieźle się sprawdza! I to mimo takiej kratkowej pogody, gdzie trochę szaro, trochę słońce i znów trochę wieje, a trochę nie! Nie wątpliwie na mój dzisiejszy sukces spory wpływ ma to, że jechałem z wiatrem! Do tego jednak zdążę dojść. Wspominałem, że to moja druga zrobiona w całości Trasa ze Szczecina odkąd pracuję. Pierwsza, miała miejsce prawie miesiąc temu: Trasa ze Szczecina z 19.07.2019. Był wtedy dłuższy dzień. Było cieplej. Można rzec inne trasy. Tamta trasa, a także dzisiejsza ma ze sobą wiele wspólnych elementów. Przejazd drogą S6 od Nowogardu do Płotów. Tak, ta patologia nadal nie skończona. Będę jeszcze o tym wspominał. Problem hulajnóg i jebanych jednokołowców. I już tradycyjny standard. Wielu wariatów, i debili na drogach. Ten nieustanny ruch na trasach, setki - tysiące - a może nawet więcej aut.. Nieustannie coś jeździ i jeździ. A ja z każdym dniem, coraz bardziej jestem zmęczony życiem w mieście. Zaczęło się to, odkąd wyjechałem z miejsca pracy, jechałem w stronę starówki w Szczecinie (ul. Wyszyńskiego). Bezgłośnie wyprzedził mnie ignorant na elektrycznej hulajnodze. W tym miejscu jechało mi się słabo. Walczyłem z wiatrem, zmęczeniem i obciążeniem. A tu sobie jebane panisko zapierdala takim gównem i to po drodze dla rowerów.. Niestety coraz częściej spotykam takie urządzenia i nie jest to dobra moda! Z tego jeszcze coś wyniknie! Chwilę później, dosłownie parę minut później gdy wyjeżdżałem obok starówki na ul. Nabrzeże Wieleckie, miałem za chwilę skręcić na most długi, rozpędziłem się tam, przede mną autobus PKS SZCZECIN, niespodziewanie przyhamował. A ja maksymalnie tylnym i przednim hamulcem i nie wyhamuję! Odbiłem na bok, na przeciwny pas, i wyjechałem kawałek na wprost autobusu.. No po prostu, zjebały mi się dzisiaj do końca hamulce. W ostatnich dniach a w zasadzie trasach trochę się te hamulce psuły. Osłabiały. Miałem jednak nadzieję, że przetrzymają do zbliżającej się wymiany napędu. Niestety. To było jedno takie zdarzenie, podobnych nie miałem. Szczęśliwie opuszczałem Szczecin, wzdłuż niekończącego się ruchu na ul. Gdańskiej (DK10). Dopiero w Dąbiu natrafiłem na pojazd jedno kołowy, który nagle wyjechał na chodnik. Masakra jakaś z tymi gównami. Nieco później dalej - jeszcze w Szczecinie przed Załomem, otrąbił mnie jakiś ignorant w samochodzie. Dość długo jadąc już za nim pokazywałem mu palcem, jak bardzo szanuję tego użytkownika drogi ;) Taki incydent też nie był jedyny. Cóż, często można spotkać debili. Dzisiaj spotkałem aż 3. Z czego 2 na obwodnicy Nowogardu (S6), drogą, którą wielokrotnie jeździłem i będę jeździł. I prawie zawsze znajdzie się jakiś nadpobudliwy wariat co będzie na mnie trąbił. No cóż. Trasa do samego Goleniowa była dla mnie ciężkim wyzwaniem i częstą walką z myślami aby się nie poddawać. Była też odcinkiem przeważnie z słoneczną aurą pogodową :) Jednak ten wiatr.. dawał się we znaki. Powoli, na spokojnie sobie jednak jechałem i miałem wszystko i wszystkich, wiadomo gdzie :) Pocieszenia szukałem w balladach Bułata Okudżawy, które sobie podśpiewywałem po drodze :)) Aby milej upływał czas. I tak kilometr po kilometrze. Wkrótce dojechałem do upragnionego Goleniowa. I w zasadzie dopiero za Goleniowem, gdy wjechałem na starą drogę DK6 wiele się zmieniło. Dostałem wiatru w żagle.. I pocisnąłem! :) Pogoda się unormowała i było już tylko słonecznie, do końca dnia.. Choć na niebie były różne chmurki, nie stanowiły one groźnego zagrożenia! Przetrzymałem to co najgorsze - czyli myśli zwątpienia. Pojawiły się jednak inne problemy, które powoli zaczynały mi się dawać we znaki jeszcze przed Goleniowem a dalej było gorzej. Znowu zaczyna się coś dziać z przerzucaniem biegów między przełożenia: 4-5 a 5-4. Łańcuch tu przeskakuje. Co najgorsze, ten defekt był już dwukrotnie naprawiany! I dwukrotnie rzecz tyczyła się tych samych przełożeń. Od ostatniej naprawy: ZS: Deszcze, Burze i Sklep Dino - kilka tras minęło. A wraz z nimi doszły kolejne kilometry. A ja nawet na ostatniej trasie: "Płonie" Gryfino - myślałem o tym, że coś długo się nic nie działo. I czyżby było dobrze? Miałem pochwalić naprawę i napęd, widząc, że jestem coraz bliższy zrobienia 21 000 z Aurelią a wraz z tym wskaźnikiem zbliża się 7 000 na obecnym napędzie, który mam od: Popołudniowe testy osprzętu. A to taka chamska niespodzianka, że się zaczyna znowu chrzanić ;/ Tak naprawdę przebieg 21 000 z Aurelią oznaczałby, że napęd wytrzymał trochę ponad 7 000 km :)) Ale jakiś wskaźnik, coś do czego się dąży trzeba mieć. I coś się dzieje. Tylko dochodzę do wniosku, że niekoniecznie z przerzutką. Może winę ponosi sam napęd? To przecież nie możliwe aby regularnie od Lipca psuła mi się przerzutka. I to mną stop na tym samym przełożeniu. To jest nie możliwe! Ten problem pozostawię głębszemu zbadaniu, na następnych trasach. Dzisiaj się nie będę denerwował. I jadę sobie tak dalej, poprzez znane dobrze mi drogi. Mijam już zjazd na Lotnisko na starej drodze DK6 na której ruch aut pozornie mały. Odkąd zjechałem na DK6 - mocno przyspieszyłem. Podbiłem sobie średnią prędkość! Dostałem się pod skrzydła wiatru. Spokojnie mijałem Glewice, gdzie stał patrol drogówki i na suszarkę łapał xD Eh. Żałosne. Ustawili się w krzakach, już za białą tablicą. W miejscu gdzie nie sprawdzą i nie poprawią bezpieczeństwa na drodze. A tam gdzie powinni być to ich nie ma. Gdzie się źle dzieje. Tj. na drodze ze Szczecina przez Załom - Pucice - Kliniska - Łoźnica do Goleniowa. Tu się dzieje źle. I jest tu strasznie duży ruch aut. Dla mnie wprost: nie normalnie duży ruch aut. Jego następstwa są różne. Zniszczona droga, zamordowane zwierzęta, których kilka mijałem. Powiem wprost: to jest nie normalne aby taka droga była uznawana za drogę czy trasę alternatywną nad morze, bo się do tego nie nadaje! I aby na niej odbywał się taki duży ruch aut! Muszę walczyć tam jako użytkownik roweru o każdy skrawek drogi z roszczeniowymi właścicielami aut, którzy mogą zrobić kilka kilometrów więcej i kurwa jechać drogą A6 a potem S3, jeszcze miejscami DK3 (ten stan rzeczy w kolejnych latach ulegnie zmianie). Ale nie kurwa. Będą się pchać na takie drogi, gdzie auta nie powinny się w ogóle znaleźć. Tu nie ma dróg rowerowych. Jest wąsko, mocno urbanizowany ale przede wszystkim wiejski teren.. Miejscami także leśny - ileś tam tych drzew się uchowało przed ścięciem.. : Patologia normalnie. I tak dochodzę powoli do kolejnej patologii. Nim jednak o niej, mijam te Glewice, i tą drogówkę co udają, że pracują. I gnam sobie dalej! Wkrótce mijam zjazd na Krzywice, gdzie już na ostatniej mojej trasie ze Szczecina, debile z budowy drogi, porozsypywali kamienie aby "zatrzeć" żółte oznakowania.. To jest kurwa nie normalne.. Tych kamieni najebali na boczny pas (margines), którym zwykle rowery jadą. Taka sama sytuacja jest tuż przed rondem na Redostowo, a tym samym tuż przed Kikorzem. Niebywała głupota. Na chwilę jednak odpływam od debilnych myśli, gdy wjeżdżam do Olchowa... Spokojniejsza odkąd jest eksresówka wioska.. To tu, zaczyna się powoli kończyć dzień. Coraz większe promieniujące żółte słoneczko nadaje mi sił, nadziei i wiary na resztę trasy! Tak tylko wspomnę, że w trakcie trasy, dokładnie przy zjeździe na Lotnisko Goleniów, wyciągnąłem z torby radyjko. I puściłem sobie po drodze kilka nutek, ruskie hity, które umilały mi czas. Wkrótce wjechałem na obwodnicę Nowogardu (droga S6). Mijałem tam dwóch zadufanych w sobie pojebów o których już pisałem co na mój widok, nerwowo używali klaksonu. Niech sobie kurwa do tego pustego łba zatrąbią, to może rozum to usłyszy i powróci.. Nie będę się przejmował, bo na horyzoncie zdarzeń kolejny, kontrowersyjny temat.. do którego niezwykle szybko się zbliżałem.. No bo na tej ekspresówce, obwodnicy Nowogardu to jechałem tak 20-30+ km/h i ani w myślach miałem zwolnić! I tak minąłem obwodnicę Nowogardu. Droga S6 do Płot, mimo wielu nadziei, zapewnień wciąż nie jest otwarta. Jeszcze dzisiaj pojawił się taki artykuł w lokalnych mediach: Wkrótce otwarcie S6 - superportal24.pl. Ta - super gówno bzdury. Ja już w to nie wierzę. Bo tak, lewa część drogi jest skończona, są pomalowane pasy. Prawa część - do Żabowa nie jest zrobiona. Ale za Żabowem do Płot, wygląda na warstwę ścieralną gdzie wystarczy namalować pasy i będzie git! No ale czy tak będzie. Trasę wszelaką nadzieję. Tym bardziej, że ja już mój finał tras na tym odcinku zrobiłem! A o to on: Finał trasy S6: Nowogard - Płoty. I w porównaniu do wspominanego finału, jechałem właśnie lewą nitką drogi :) Obwodnica Płotów też już jest gotowa. Cała wymalowana w pasach. Po ogradzana. A tu taki news, że wkrótce się pojedzie! I to połową drogi XDD Jasne. No bo nie wszystkie wiadukty są gotowe (przed Żabowem wiadukt), i za Wyszogórą. Znakiem tego, chcąc skręcić w lewo na wiochy, będzie się przecinać eksresówkę, po której w dwie strony będą jeździć auta po jednym pasie (prawa strona)? Jasne! To przecież proszenie się o kłopoty i wypadki! Niedorzeczność, którą nie chcę się przejmować. Jestem zmęczony tematem drogi S6! Miałem naprawdę wielką nadzieję, że ten temat i związany z nim problem zakończony się wraz z początkiem Sierpnia. A to niestety. Ten problem nadal trwa. A przecież nie będę mógł długo ignorować, że nie ma problemu, że ta droga nadal nie jest skończona. Tym bardziej, że miałem zrobione na niej finały. Rozważam jedynie zrobienie finału drogi S6 w stronę Kołobrzegu. Może się uda. A może nie.. Zobaczymy! Ale chyba mi już tak bardzo nie zależy na tej S6. No bo ile można się męczyć z tym tematem. I tak, jak już wracałem z tego Nowogardu po tej S6, żegnałem powoli dzień w majestatycznym zachodzie słońca! Z drogi S6 a w zasadzie obwodnicy Płotów zjechałem jeszcze nie zamkniętym zjazdem - starym śladem drogi DW108, na właśnie drogę DW108. Nawiasem mówiąc, dla nowych czytelników - moją ulubioną! I tak minąłem jeszcze nie skończone w budowie małe rondo wciągu drogi DW109. I zjechałem na rodzinne osiedle. Miło powrócić, w rodzinne strony, których tak bardzo mi brakuje. Życie w mieście, nie jest dla mnie. A już na pewno nie w dłuższej perspektywie. Nie wiem ile czasu dam radę tak żyć, ale na pewno będę chciał wrócić tu, skąd pochodzę. Nie jakieś miasto bo podobno tam jest życie i przyszłość. Bzdura jakaś. Nie dostrzegam tej przyszłości w zniszczonym chciwością, pełnym zawiści mieście. A tym czasem.. Weekend! :) Długi weekend! :) Może się uda gdzieś z Aurelią pojechać, fajnie spędzić ten czas, nim powrócę do szarej, smutnej rzeczywistości.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa14sierpnia2019zdj1.jpgtrasa14sierpnia2019zdj2.jpgtrasa14sierpnia2019zdj3.jpgtrasa14sierpnia2019zdj4.jpgtrasa14sierpnia2019zdj5.jpgtrasa14sierpnia2019zdj6.jpgtrasa14sierpnia2019zdj7.jpgtrasa14sierpnia2019zdj8.jpgtrasa14sierpnia2019zdj9.jpgtrasa14sierpnia2019zdj10.jpgtrasa14sierpnia2019zdj11.jpgtrasa14sierpnia2019zdj12.jpg


Mapa przebiegu trasy :)