Dzisiejsza trasa jest moją pierwszą trasą w tym roku w okolicach nie wielkiego miasta / miasteczka Dąbrowy Nowogardzkiej. Do tej pory nie miałem okazji tutaj przyjechać. Jakoś po drodze mi nie było. W tym roku to częściej jeżdżę nad morze Bałtyckie i na nad morskie tereny aniżeli ziemie Drawska Pomorskiego jak Dąbrowa Nowogardzka, Węgorzyno, Łobez czy Świdwin. To oczywiście nie oznacza, że szlaki przeznaczenia mnie pewnego dnia w te rejony nie wyślą, ale znowu nie oznacza, że wyślą. Planów mam więcej niż faktycznych możliwości ich realizacji bo po prostu nie ma kiedy. Dzień jest za krótki aby wszędzie pojechać, aby każde miejsce zwiedzić. A znowu robić w jednym tygodniu kilka całodniowych wypraw, no nie bardzo. Może się już starzeję, może to nie na moje zdrowie albo nie wiem na co, ale nie jestem już wstanie robić pod rząd długie dystanse. Przed wczoraj (15.08) byłem w tym całym Goleniowie, zrobiłem ponad 90 km. Dzisiaj zrobić znów ponad 90 już nieco ciężej. Może te ciężej wynika z kilku różnych przyczyn (tego nie wiem), nie mniej nie jestem przekonany czy w tym roku wrócę na znane mi trasy, które robiłem w poprzednich latach, czy dalej skupię się na jeżdżeniu w nowe miejsca, w nowe drogi (w okolicy), po których jeszcze jeździć okazji nie miałem. Swoją drogą mam wiele innych planów rowerowych i nie wiem czy się uda wszystkie zrealizować - projekty takie jak Miejsskie Wojaże, po kilku miastach w regionie. Albo jakieś dłuższe wojaże, aby poznać nowe drogi, nowe miejsca. Ciężko tak jednego dnia czy jednego miesiąca być wszędzie, wszystko widzieć, wszystko znać. Tych różnych dróg, miejscowości, miejsc jest po prostu za dużo, aby dało się to w jakiś realny sposób ogarnąć. W tym roku pewnie nie dam rady ze wszystkim, będę musiał próbować w przyszłym :) Dzisiaj skorzystałem z okazji aby poznać właśnie nowe drogi, tych nowych dróg za wiele nie było, ale zawsze coś, dokładnie dwie nowe drogi, a w zasadzie część tych dróg, bo część drogi znam, drugiej części nie znam. Mam tu na myśli drogę z Ostrzycy do Dobrej Nowogardzkiej, oraz droga z Wierzbęcina do Troszyna (DK147). Wspominam, że tylko do Troszyna bo od Troszyna już jechałem, w zeszłym roku z kolegą, który czasem towarzyszy mi w wojażach: Wiejskie przygody z 04.07.2017. A jeżeli chodzi o część drogi z okolic Nowogardu do Ostrzycy, to tą drogę poznałem w 2015 r. A w tym roku też na niej jechałem na trasie Nowe trasy, nowe przygody!. W zasadzie ta trasa jest na tyle fajna, że będzie cyklem tras, najprawdopodobniej o nazwie: Trasa Wielu Możliwości / albo / Trasa Wielu Dróg. Ostateczną decyzję podejmę, gdy się na te szlaki na nowo wybiorę, i wybiorę na nią nieco inne drogi, by pojechać nieco inaczej, aby zwiedzić, zobaczyć nieco inne drogi i miejsca. Póki co, nie chcę osiadać na laurach i cieszyć się z tego co osiągnąłem do tej pory. To co prawda, nie mało, ale też nie dużo! Jest jeszcze tyle dróg, tyle miejsc do zwiedzenia :) Tyle przygód na mnie czeka. Wakacje się jeszcze nie skończyły, rok kalendarzowy zresztą też nie. Trzeba więc korzystać z okazji, chwytać dzień, każdą chwilę i działać! Tak jak działam dzisiaj, mimo trudności działam. Dzisiaj jednak na pocieszenie mam przepiękną pogodę, niebo było praktycznie bezchmurne tam czasami się trochę po chmurzyło. Ale generalnie bez chmurne niebo i bardzo ciepło! Dzisiaj miejscami nawet +30℃. Więc bardzo ładnie! I to wyjaśnia, dlaczego jechało mi się dzisiaj dobrze. Mimo paru problemów - np. w rowerze, w przedniej oponie przebiła się dętka. Zdążyłem dzisiaj zrobić ponad 75 km. Do domu miałem nie całe 20 km. Dokładnie 19 km. I bum. Przebiła się i dupa. No taki urok, co by nie mówić, obecna dętka przeżyła bardzo długo, w tym przeżyła różną pogodę i teren po którym jeździłem bowiem obecna dętka jest założona od trasy Pechowa noc na Makowice Lotnisko. Staram się nie doszukiwać przyczyny awarii w zużyciu opony, w końcu ta opona ma prawie 15 tyś km przebiegu. Dzisiaj się jej dobrze przyjrzałem, ma wiele nacięć, kilka dziur, ale nie widać po bieżniku aby był zużyty czy nie daj boże łysy. Ma natomiast pęknięcia przy samym bieżniku, ale one tam są już od dawna i to normalna sprawa. W końcu na tej oponie sporo się najeździłem, po różnych drogach, w różnym terenie i w różnych warunkach atmosferycznych! No cóż, póki co nie ma tragedii. Minął w końcu prawie rok czasu od wymiany dętki. Dzisiaj już jeżdżę na nowej dętce. Gdyby sytuacja się jednak często powtarzała nie będzie wyjścia jak nie wymienić opony. Nic nie jest w końcu wieczne i to normalny element który się zużywa. W zasadzie dzisiaj poza tą dętką, tym, że czasem idzie mi trochę ciężko ten rower. Nie widziałem większych awarii i problemów. Nie miałem problemów z przerzutkami, blokowaniem się koła itd. jak to miało miejsce na ostatniej trasie: Na szlakach S6 - Goleniów. Tam chyba o tym nie wspomniałem, ale po awarii koła, które się zablokowało rozregulowała się przerzutka i tak źle działała. Wczoraj prowadziłem serwis roweru i nie wykazał problemów. Dziwna sprawa. Jest podejrzenie, że po prostu przerzutka tylna jest już na tyle zużyta, że powoduje dziwne anomalie. Jak zwykle - trzeba obserwować co się będzie działo i na tej podstawie podjąć odpowiednie decyzje, kroki. Na koniec tej części wpisu powiem tyle, że mimo trudności z rowerem - trasa się powiodła. Wróciłem samodzielnie do domu, straciłem tylko trochę czasu przez awarię, gdyby nie ona byłbym ok. 40 min szybciej. To jednak mała cena za to, że trasa się jednak udała :) Nic z niej nie straciłem. Nawet sobie na dzisiejszej trasie ułożyłem fajne motto, właśnie takie odnośnie dzisiejszej trasy, chodź można je z powodzeniem podciągnąć pod inne trasy, które zrobiłem: trasę docenia się dopiero po jej zrobieniu. Może interpretację pozostawię dla każdego z was osobno, ale dla mnie osobiście to bardzo głębokie przesłanie, świadczące o tym jak wspominam, jak postrzegam swoje rowerowe wyjazdy, moje wycieczki i to, że wiele razy mimo trudności, nie sprzyjających warunków pogodowych albo z innych pobudek - staję na wysokości zadania i robię trasę! Jak bym się miał poczuć, gdybym jej nie zrobił, gdybym się poddał, zrezygnował i tylko dlatego, że jest ciężko, źle? Czasami owszem - rezygnuję, ale to są takie sytuacje, że naprawę nie dam rady pojechać. Ale gdy mogę walczyć, to walczę. W końcu ten trud, wysiłek procentuje dopiero na koniec - stąd, docenienie sensu trasy, dopiero po jej zrobieniu :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 276
Trasa nr [łączna]: 360
Trasa nr [na blogu]: 274
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 89
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 356 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 270 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 7364.54 km
Stan Licznika Końcowy: 7458.58 km
Stan Licznika Końcowy2*: 7367.55 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7115 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7209 km
Maksymalna prędkość: 39.4 km/h
Przejechałem: 94.04 km
Przejechałem [msc]: 589.03 km
Przebieg roweru [rok]: 3905.43 km
Przebieg roweru [suma]: 14776.24 km
Przejechalem w 2018: 3905.43 km
Podroż dookoła świata (2018) 9.7636 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 36.9406 [%] km
Czas jazdy: 05:16:52 h
Czas Jazdy Suma (ever): 934:37:58 h
Czas Jazdy Suma (blog): 711:11:50 h
Czas Jazdy Suma (2018): 244:07:29 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 33:30:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:43:23 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:44:35 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:34:36 h
Średnia: 17.86 km/h
Trasę z dzisiejszego dnia, rozpoczyna takie moje małe "zakłopotanie", albo po prostu brak myślenia :) Taki rozkojarzony byłem, wyprowadziłem rower z piwnicy, ruszam w trasę. I jakby nigdy nic skręcam sobie w dól osiedlowych uliczek, i jadę do centrum miasta! Gdy już byłem na dole, tej ulicy dotarło do mnie, co ja robię! Przecież dzisiaj miałem jechać na Truskolas! Więc nakręcam już na drodze DW109 i jadę na Truskolas! I bardzo dobrze, że nie zmieniłem zdania i zrobiłem jak zrobiłem! Minęłaby mnie najfajniejsza atrakcja dzisiejszej trasy! Tak się złożyło, że atrakcję miałem już na początku trasy! Skręcam na drogę DW108, i już koło Tartaku widzę, że stoi jakaś ciężarówka na poboczu, za nią druga. No stoją i co z tego? Jakoś nic sobie z tego nie robię, póki nie podjechałem bliżej! To nie jest zwykła ciężarówka! I to wyjaśnia fakt, że na DW109 w mieście mijałem się z dwoma pojazdami Pilota. Został przywieziony ponad normatywny ładunek. Bardzo długie betonowe bloki, które przyjechały na budowę obwodnicy Płotów. Takich ciężarówek było kilka, stały także na drodze w stronę działek :O To też tam zajechałem aby złapać sobie ja na kamerę Dodatkowo porobiłem im kilka zdjęć telefonem. Miałem także okazję zobaczyć jak operator ciężarówki, wycofuje z tym ładunkiem na miejsce budowy - nie jest to wcale takie łatwe, tylna oś, mimo, że składa się z kilku osi nie jest skrętna tylko jest na sztywno. I nie widać za wiele. Nie mniej bardzo fajna atrakcja! :) Jako duży chłopiec lubię sobie popatrzeć na duże zabawki :) A ta taka jest, co prawda może nie duża, ale bardzo długa (więc wysoka) i ciężka! To bardzo wielotonowy ładunek, który przyjechał aż z Łodzi. I jak to jest, że jedna decyzja mogłaby mnie pozbawić takiej atrakcji. Przecież nigdy nie wiem dokonując takich czy innych wyborów w życiu, jakie będą ich skutki, gdzie mnie te wybory doprowadzą. Dzisiejszy wybór był wydaje się słuszny :) Raczej nic ciekawszego nie zdarzyłoby się na drodze - poza przyjazdem takiego ładunku! :) Coś fajnego, gdy już po podziwiałem a wspomnienia zapisałem w formie zdjęć i klipu video, udałem się w dalszą drogę! Dzisiaj pustki na DW108, mało co samochodów na drodze się pojawiało. Już od rana bardzo ciepło, fajnie. Co ciekawe, szykują się jakieś małe remonty na DW108. W dwóch miejscach przed wjazdem na Sowno oraz na skrzyżowaniu ze wsią Truskolas. Tam była nawet droga zapadnięta takie wielkie koleiny. I teraz jest tam "wycięta" droga, będzie to pewnie poprawiane. Powiem tak - nie popieram - bo to będzie sprzyjało rozwijaniu szybszych prędkości na i tak złej drodze, co przyczyni się do większej liczby tragedii do jakich dochodzi na tej drodze -.- I tak sobie pojechałem dalej, w Truskolesie odbiłem na Miętno. Lubię te strony, te drogi. Ale dzisiaj mi się tu źle jechało. Wyjątkowo ciężko, dopadła mnie taka rutyna. Może nawet zniechęcenie. Nie poddałem się jednak jemu i dzielnie dojechałem do Miętna a nie długo później do Nowogardu. Minąłem Nowogard, kierując się na drogę DW106, i tak dojechałem do wsi Sąpolnica, zaraz za nią odbiłem na Ostrzycę. I wkrótce zaczęła się moja nowa przygoda. Zaczęła się za Ostrzycą - całkiem nie znana mi droga na Dobrą. Jest alternatywą dla drogi DW144. Bardzo ruchliwej i niebezpieczniej :) Nie powiem, do Dobrej jechało mi się ciężko. Nie poddawałem się, jechałem dalej ale było mi ciężko. W Dobrej miałem nie jako połowę trasy (45 km), tak sądziłem, że trasa 90 km, ale wyszło 94 km. To jednak nie ważne, bo za Dobrą odżyłem. Dostałem prędkości szybszej, wyprzedziłem taką starszą Panią za Dobrą, i tam pod stromą górkę, ja ledwo co dyszę, jadę, powoli aby dojechać obracam się nie śmiało za siebie a tam ta Pani jedzie! Jak szybko, prawie mnie dogoniła! Wzniesienie się skończyło, włączyłem szybszy bieg i rura, i już z prędkością > 20 km/h bo przepięknych wiejskich stronach Dąbrowej Nowogardzkiej :) Aaaa wspomnę, że dzisiaj się w takiego konesera zabytków przeinaczyłem! Wcześniej mnie to za bardzo nie interesowało, ale już w Bądkowie (pod Dobrą) zainteresowała mnie ruina (bramy, czy czegoś tam) starego Kościułka i coś podobnego w Dobrej także :) Jak będę w tych stronach jeszcze kiedyś to nie omieszkam wstąpić bliżej tych stron aby się im lepiej przyjrzeć. I tak, trasa z Dobrej wiodła mnie do Wierzbęcina. To był szybki przejazd, w pełnym słońcu i w rytmach ulubionych piosenek! Udało się naprawić radyjko ;) Okazało się, że problemy powodowała zbyt szybko wyczerpująca się bateria. Powerbank też nie dawał rady bo nawet jak radio było wyłączone, to i tak drenowało powerbanka i potem się bugowało. Teraz jest zrobiona przeróbka na swoją baterię typu 18650 i przynajmniej dzisiaj było wszystko ok :) Wkrótce wjechałem na nowe tereny, nowe drogi na DW147 z Wierzbęcina do Radowa. Ciekawa droga, nie mija średnio więcej niż 1 piosenka (ok. 4-5 min) i napotykam wioskę za wioską! Droga DW147, już na początku przywitała mnie urokliwym terenem. Żółciutkie pole, a na nim zwinięte kłębuszki słomy.. No nie..no po prostu no NIE! Pokusa taka, że nie mogłem przejechać obok niej obojętny! Zjechałem na te pole, by chodź chwilę cieszyć się tym widokiem.. i zrobić sobie kilka pamiątkowych zdjęć! Los był dla mnie ponadto dzisiaj na tyle łaskawy, że widziałem mój ulubiony typ ciężarówek - taki, który przewozi kłębuszki słomy <3 Coś naprawdę niebywałego! Taki widok w dalszej części trasy się nie powtórzył, a ja walczyłem z rowerem, z terenem, raz pod górkę, raz z górki i jakoś to szło! Za wsią Troszyno, zamarzyła mi się bliższa integracja z naturą, wjechałem w leśną drogę, zatrzymałem się na zielonej polanie. Pomysł nie za dobry! Ledwo wjechałem i już mnie komar pogryzł - drugi próbował, ale mu się nie udało :) I denerwujące muchy - wersja mała, oraz wersja - bardzo duża i wkurwiająca :) Muchy na jakiś propsach, wielkie, bzyczą, i atakują ehh co to się dzieje z tą naturą. Nie mniej jakoś tam dłuższą chwilę przetrwałem i ruszyłem dalej. Ruszyłem do Radowa, do którego wkrótce dojechałem! Z Radowa Wielkiego ruszyłem na Resko. Za daleko jednak nie dojechałem. Przystanąłem w Święciechowie, na dłuższą przerwę. Opyliłem kanapkę, napoiłem się, i w drogę. Ujechałem kilkadziesiąt metrów, takie turbulencje dostał rower, że od razu się zatrzymałem. Sprawdzam z przyzwyczajenia tylną oponę - twarda, przednia - miękka -.- Próbowałem do pompować powietrza. Pompka ręczna utknęła w wentylu. Nie chciało wyjść ani na sposób siłowy, ani na sposób "myślenie". Bez serwisu i tak się dzisiaj nie obyło. Chodź tyle dobrego, że nie byłem daleko, nie mniej 75 km zrobiłem już bez awarii. Na koniec taka niespodzianka. Ostatecznie we wsi Święciechowo straciłem sporo czasu i spędziłem w niej ok. godziny. Po naprawach dynamicznie ruszyłem dalej, wkrótce minąłem Ługawinę, a zaraz za nią Resko. I wracałem już dobrze znaną mi drogą DW152. Za wsią Czarne zrobiłem sobie krótki postój i dalej w drogę aby wkrótce wrócić. Trzeba było jeszcze już w domu poprawić założenie opony, ta została odwrotnie założona (trójkątami na bieżniku do środka) nie na zewnątrz (czyli w kierunku jazdy). No i jest jeszcze taki mały problem z rowerem. Czuję go nie od dzisiaj, np. tu o nim pisałem "Miarą sukcesu jest suma porażek". Ale dzisiaj jest wyjątkowo męczący. Coś się przy kierownicy dzieje. I mam takie dziwne uczucie przy skręcaniu, jakby mi coś hamowało czy trzymało rower, i mi tak źle skręcać bo mam wrażenie, że się "przewracam" czy, że zaraz się przewrócę. Na wcześniejszych jazdach z różnym nasileniem też tak miałem ale nie było tak źle aby o tym pisać. Dzisiaj ten problem jest straszny np. na wjeździe na rondo przy Dobrej, czy już w mych rodzinnych stronach był męczący. Trzeba coś z tym zrobić. Prawdopodobnie coś przy kierownicy się popsuło. Trzeba jednak zobaczyć co i coś na ten defekt poradzić. Póki co - wróciłem z kolejnej fantastycznej trasy. I patrzę coraz ambitniej na przyszłość. W ogóle nie zważając na mniejsze czy większe problemy z rowerem. Problemy z rowerem tak jak ze zdrowiem będą cały czas, i są niezależne jak pogoda. I nie mogę na ich podstawie budować sobie życia i planów. Jeżeli chodzi o to ostatnie o pogodę, to jakbym miał się nią kierować to dzisiaj bym nigdzie nie pojechał bo miała być burza w moich stronach. Gdy kończę pisać dzisiejszy wpis dochodzi godzina 20. I żadnej burzy nie widać. Także, to potwierdza moje założenie, nie będzie mi ani pogoda, ani rower, ani znajomi, ani nikt inny układał życia i moich planów rowerowych! Muszę być w pełni niezależny od tych wszystkich czynników - po prostu sam sobie żaglem, wiatrem i okrętem :-)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)