Dzisiejsza trasa okazała się trochę pechowym wyjazdem, w połączeniu z nocną aurą. A w zasadzie pierwszą nocą, którą jeździłem w tym roku ;) Wszystko sprowadza się dodatkowo do znacznie mniejszej ilości wyjazdów rowerowych co następować zaczęło już we Wrześniu 2017 r. I trwa także w Październiku 2017 r. - gdzie co najwyżej jestem wstanie zrobić jedną trasę w tygodniu co nie wypada zbyt optymistycznie. Wszystko przez te cholerne studia MGR i zbyt napakowany plan zajęć jaki na studiach mam, a dalej, nie mam roweru na miejscu w Szczecinie, aby po zajęciach iść na jakąś krótką trasę nawet tylko te 20 km ;) Ze względu na mieszkanie w tak rozległym mieście byłaby to raczej przejażdżka w sensie nowej kategorii cyklicznych wyjazdów: "Miejski wojaż - Szczecin". Rzadko kiedy miałbym czas aby wyjeżdżać gdzieś poza Szczecin (zakładając, że wyjazd poza miasto może wynosić tylko 20 km ...). Nie mniej trzeba się starać i jakoś tą sytuację załatwić. Niedługo będzie jakieś dłuższe wolne i wtedy na pewno pojeżdżę więcej rowerem. A ogólnie rower chociaż na parę dni bym do akademika chętnie zabrał i chętnie sobie tam pojeździł nim, poznając lepiej Szczecin. Przechodząc jednak do dzisiejszej trasy. Ze względu na to, że znowu wypadło parę dni w których nie jeździłem czy jeździłem mało, zdecydowałem się pojechać dzisiaj tak pod wieczór niezależnie od pogody w jakąś trasę, planowałem jechać na Lotnisko Makowice. Wyjąłem moje dodatkowe oświetlenie do roweru, podładowałem kamerę. I w drogę w popołudniowych godzinach. Wybrałem się dość późno bo jeszcze robiłem zadania, bawiłem się z overlockingiem procesora.. i trochę to zeszło. Te weekendy takie do dupy są. Za krótkie, nie idzie nic zrobić. Za dużo jest zajęć i obowiązków a za mało czasu aby im sprostać. I jedyną jako taką rzeczą jaką się w dniu dzisiejszym zająłem to było właśnie pójście na rower, pojechanie na Makowice Lotnisko aby się tam przejechać po paru dniach gdy nie jeździłem.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 171
Trasa nr [łączna]: 256
Trasa nr [na blogu]: 170
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 106
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 252 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 166 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3136.38 km
Stan Licznika Końcowy: 3167.04 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2873 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2904 km
Maksymalna prędkość: 31.2 km/h
Przejechałem: 30.66 km
Przejechałem [msc]: 65.36 km
Przebieg roweru [rok]: 4618.08 km
Przebieg roweru [suma]: 10484.7 km
Przejechalem w 2017: 4618.08 km
Podroż dookoła świata (2017) 11.5452 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 26.2117 [%] km
Czas jazdy: 02:29:44 h
Czas Jazdy Suma (ever): 663:06:01 h
Czas Jazdy Suma (blog): 439:39:53 h
Czas Jazdy Suma (2017): 304:00:57 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:32:37 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:30:52 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:52:05 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:34:16 h
Średnia: 12.35 km/h
Trasa rozpoczęła się fajnie. Było dość ciepło więc mimo, że założyłem kurtkę to jechałem z rozpiętą kurtką aby się nie przegrzać zaraz. Dość ponory dzień, widać wyraźnie, że idzie już listopad, że się kończy przyjemny czas i czy tego chcemy czy nie - nadciąga zima, coraz krótsze dni, coraz brzydsza pogoda. A ja mam coraz mniej czasu ! I pewnie ten stan rzeczy aż do Grudnia się nie zmieni. W Grudniu nieco więcej wolnego to jest szansa, że się nadrobi i będzie inaczej. Tym czasem jadę na Makowice. Po drodze dogoniłem matkę z którą jechałem tam - ona nieco szybciej wyjechała ale ja i tak prędzej dojechałem i z nią pojechałem na wioskę, potem na lotnisko gdzie zrobiło się jedno okrążenie i ruszyłem, pojechać po kolegę w stronę Reska. Minąłem wieś Czarne i skrzyżowanie Czarne-Resko na drodze DW152 i skierowałem się w stronę Reska i po drodze, gdy już zaczął mrok nastawać, spotkałem się z kolegą i z nim pojechałem z powrotem na lotnisko. Nim zdążyliśmy dojechać na Lotnisko to zdążyło się ściemnić. Mrok zasłonił cały świat, i pozostało działanie wyobraźni na to co teraz się usłyszy i zobaczy ;) Mieliśmy przejechać się po lotnisku trochę. I tam się długo nie było, zatrzymaliśmy się na chwilę za domkami na lotnisku, po czym ja już dalej nie ruszyłem! Drugi raz w historii odkąd mam Aurelię - poszła dętka w przednim kole. Jakbym był sam to bym raczej tego nie zrobił ;p Ale kolega taki zaradny i sobie poradził aby pomóc z tą wymianą w tych trudnych warunkach gdzie padała taka mżawka było ciemno, że nic nie widać i tylko jakieś dzikie zwierzęta różne dźwięki wydawały.. Zadanie się w konsekwencji udało - trochę czasu się na tym straciło. Ale się udało, po czym nastąpiła taka rundka po lotnisku i na wyjeździe z lotniska w stronę Czarnego rozstałem się z kolegą. W wyniku sytuacji i już późnej pory (mijała 20 godzina) nie mogłem go odprowadzić ;> Musiałem się spieszyć i jechać na wioskę aby odprowadzić matkę do domu, która pewnie sama by się w nocy bała jechać. Tak wróciłem do Makowic i z nią już dojechałem do siebie z powrotem, w całkowitych ciemnościach gdzie nieco intensywniej padała mżawka czy tzw: deszcz kapuśniak.. Co by nie mówić to słynny pechowy Piątek 13-stego się dla mnie nieco spóźnił i wypadł w sobotę 14-stego. Jeżeli taka sytuacja z przednią oponą się będzie powtarzała to nie ma wyjścia, trzeba będzie wymienić oponę. W końcu na tej oponie (to jest oryginalna) zrobiłem aż: 10 484 km. To nie dziwota, że się zużyła. Co prawda bieżnika łysego nie ma, ale ma pęknięcia przy bieżniku, jest na pewno o wiele niższy i przez to jest słabsza i podatniejsza na pęknięcia. Ostatnia taka sytuacja (i zarazem pierwsza) miała miejsce już w ogóle w pechowej jeździe zatytułowanej: "Kurwa komary!", co ciekawe obydwa wydarzenia mają miejsce na Makowice-Lotnisko. Jakieś pechowe miejsce! Związku z czym może nie powinienem tutaj przyjeżdżać skoro te miejsce jest takim pechowym.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)