Trasa powrotu ze Szczecina w rodzinne strony, coraz bliższa memu sercu, pełna nostalgii i po prostu takiej potrzeby aby wyrwać się z tego cholernego miasta, przyjechać w rodzime strony, gdzie wiązałbym swoją dalszą przyszłość. Eksperymentalne życie w mieście, nie jest dla mnie o czym przekonuję się z każdym dniem czy tygodniem. Ludzie są tacy fałszywi, źli. Życie w mieście jest ciężkie. Niekończący się szum miasta. Tłok. To nie jest życie dla mnie. Codziennie ciężko wstaję aby udać się na kolejny dzień do swojej pierwszej pracy, która nie wygląda mi na zbytnio dopasowaną do mnie. Męczę się tam, i nie wiem czy się przełożeni ze mną nie męczą. Mimo, że upływają kolejne tygodnie, to trudno jest mi się zaaklimatyzować. Czekam tylko kiedy kolejne wolne. Kiedy wolne. I tak z nadzieją patrzę na połowę Sierpniowego miesiąca, gdzie chciałbym sobie wziąć aż 2 dni wolnego (mianowicie piątek (16.08) i poniedziałek (19.08). Aby mieć czas aby wypocząć, odpocząć. I zająć się swoimi sprawami, także sprawami rowerowymi. Marzy mi się powrót do Iglic, do Pałacyku Iglicach, którego miałem ponownie w tym roku odwiedzić.. A czas mija nie ubłaganie, a wraz z nim zmienia się otaczający nas świat. Aby niepotrzebnie nie przedłużać, chodzi o wpis: nieDZIELNI rowerzyści - Iglice Pałac . Więc mam nadzieję, że te wolne dostanę. Bo jak nie to sam sobie zrobię wolne -.- Zmęczony jestem tą pracą, zirytowany. I mimo, że jestem tu nowy, to też należy mi się jakiś odpoczynek. Stąd chcę wziąć aż 2 dni. Niestety moje podanie o wolne trafi najwcześniej dopiero 12.08 do Naczelnika, gdy kierownik wróci z urlopu. Także do tej pory, żyję w nie pewności. A póki co żyję pewnym, choć pod wieloma względami także nie pewnym weekendem, na który składa się TA trasa, to pierwsza w dniu dzisiejszym trasa, którą można uznać jako trasę powrotu ze Szczecina. Nie jest to nie mniej jedyna w dniu dzisiejszym trasa. Wszystko miałem obmyślone, wyliczone. A plany takie poczyniłem już w zeszło tygodniowym weekendzie gdy do domu w piątkowe po południe zjechałem bez roweru. Z Aurelią jeździłem dopiero w niedzielę, robiąc z nią pierwsze kilometry po magicznej granicy 20 000 km: Zachodnie Niemcy.. A w ten weekend nadeszła wielka próba. Próba finalizacji tras drogi S6. Nieco z wyprzedzeniem napiszę, że pierwsze finały na odcinku Płoty - Nowogard się powiodły. Do zrealizowania zostały jeszcze finały na odcinku Płoty - Kołobrzeg, które są palowane na 04.08.2019. Czy się powiodą? Tego nie wiem! Mam nadzieję, że szczęście mi ten jeszcze jeden raz dopisze.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 449
Trasa nr [łączna]: 532
Trasa nr [na blogu]: 446
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 106
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 525 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 439 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12381 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12403 km
Maksymalna prędkość: 31.3 km/h
Przejechałem: 22.24 km
Przejechałem [msc]: 45.02 km
Przebieg roweru [rok]: 2993.68 km
Przebieg roweru [suma]: 20118.89 km
Przejechalem w 2019: 2970.9 km
Podroż dookoła świata (2019) 7.4272 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 50.2972 [%] km
Czas jazdy: 01:22:48 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1267:21:14 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1043:55:06 h
Czas Jazdy Suma (2019): 187:38:00 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 02:47:29 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:23:45 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:11 h
Średnia: 16.27 km/h
Dzisiejsza trasa zaczęła się po ciężkiej nocy, z wieloma niepewnościami, dość wczesnym rankiem gdy pogoda za oknem była nie dość zachęcająca. Było szaro, mglisto i bardzo chłodno. Jeszcze w dniu wczorajszym była dla mnie sytuacja jasna, rano wstaję szykuję się na wyjazd i dzisiaj do pracy (choć nie chętnie), bo takie wyjazdy są problematyczne -.-, jadę do pracy rowerem aby zaraz po pracy ruszyć w rodzime strony. Gdzie dzisiaj w ramach wpisu Powrotu Czas, miałem pokonać nie duży dystans, do wylotu z Pucic. Jest to zabieg celowy, nie związany z faktycznymi moimi możliwościami i siłami, choć te mogą wydawać się dyskusyjne zważywszy na to, że moja ostatnia jazda: ZS: Zguba Niebuszewa była pod wieloma względami ciężka i niezbyt fajna. Pierwsza w dniu dzisiejszym trasa wcale lepsza nie była -.- Na szczęście mimo wielu nie pewności, faktu, że rano się tak sobie czułem, nie chciałem zmarnować wczorajszych przygotowań do trasy. Gdzie oczyściłem kartę pamięci z materiałów filmowych, gdzie naładowałem akcesoria do kamerki, power banki i same akumulatorki. Wszystko było przygotowane w trasę. Mankamentem pozostał jedynie nie do końca naładowany telefon, którego w pracy nie naładowałem. Na szczęście baterii mi starczyło, choć na koniec trasy (to będzie już kolejny wpis z dnia dzisiejszego) miałem tylko 4%. No oki, mimo nie pewności i chęci takich czy innych, ruszyłem w trasę - wpierw jadąc do pracy. W pracy dzień mijał mi tak sobie. Żyłem chwilą dzisiejszego wyjazdu, nie mogłem się już doczekać końca dnia pracy, podczas którego szukałem sposobów aby migać się od roboty ;) Po prostu nie chciałem się męczyć niepotrzebnie przed trasą. Dzień jakoś minął, w bardzo zmiennej aurze pogodowej. I było słonecznie i było pochmurnie. A ja liczyłem na to, że będzie słonecznie. W tej pierwszej części dzisiejszej trasy, która trwała nieco ponad 20 km - słonecznie nie było. Na szczęście w drugiej części było lepiej. Po pracy ruszyłem normalnie do domu, do ul. Gdańskiej, na Dąbie. A dalej minąłem Załom i Pucice. I na końcu Pucic skoczyła się dla mnie ta pierwsza część trasy. Taka średnia, trochę leniwa, odbywająca się pod wiatr. Chociaż tak serio, najbardziej to męczą te auta, które tak ciągle i nieustannie jeżdżą to w jedną, to drugą stronę. Ale ciągle coś musi jechać. To tak męczy.. Już mnie tydzień w mieście pod tym względem męczy. Powrót też. Na powrocie chwilowo nie czułem się za dobrze. Taki zmęczony, trochę mnie głowa pobolewała. Ale przeszło mi, mimo, że miałem takie myśli NIE PODDAŁEM SIĘ. I swoje wszelkie plany do końca doprowadziłem.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)