Trasa z dzisiejszego dnia, wiedzie dość dobrze znanymi mi szlakami - szlakami słynnej trasy "100 km", którą otwieram na serio sezon rowerowy każdego kolejnego roku :) W tym roku się tak zdarzyło, że trasę 100 km robię dzisiaj po raz trzeci :) Pierwsza wypadła w dniu: 29.04 -> Wyzwanie - próba determinacji zaś druga: 05.07 -> Im back - 100 km!. Daty te cechuje szczególna ważność, nie bez powodu o tym wspominam. Otóż, za moim pierwszym podejściem z końcem kwietnia jechało mi się w miarę dobrze. Od tego wydarzenia trochę czasu minęło. W zasadzie prawie LATO się skończyło, prawie wakacje także, dobiegł końca również dla mnie bardzo ciężki I rok studiów MGR - dużego zmagania ze zbyt dużą ilością matematyki (uoee ;/). Nie mniej, te wyzwanie otworzyło przede mną nowe możliwości, z których skorzystałem myślę najlepiej jak się dało. Robiłem fajne trasy, fajnie było :) I tak do Czerwca gdy już za fajnie się nie zrobiło. Związku z załamaniem mojej rowerowej formy, zbliżającą się już 2-gą (względem oryginałów) wymianą osprzętu rowerowego - moim dużym wyzwaniem była trasa z dnia 05.07. Jechało mi się wtedy od początku bardzo ciężko i źle. Była to prawdziwa próba determinacji, sił a w szczególności niezłomności. I tak przechodzimy do dzisiejszej trasy, której bliżej mojemu pierwszemu wyzwaniu z 29.04 - znowu wszystko szło dobrze, dobrze mi się jechało! Wykorzystałem w miarę dobrą pogodę - słonecznie, ciepło - tyle, że wiatr wieje. W zasadzie wiatr wiał cały czas co było miejscami mniej czy bardziej kłopotliwe i męczące. To jednak nie wszystko. Dzisiejsza trasa była wyzwaniem z natury psychologicznej. Nie wiem czemu, ale często przed planowaną dłuższą trasą miewam różne sny, noce nie są spokojne. Dzisiaj też tak było, dzisiejsza noc była niespokojna. Miałem niespokojne wizje senne, które mogły mnie wprost zniechęcić do jechania gdziekolwiek albo jechania takiej trasy. Nie mniej nie poddałem się z prostego kredo, z duchem którego chcę postępować, otóż: żałować możemy jedynie nie wykorzystanej szansy czy próby; a nie porażki podczas zmagania się z wyzwaniem. Jakie to piękne prawda? :) To mnie motywuje bardzo. Bo co z tego, że bym pojechał i np. zawrócił z trasy? Nieco szybciej skręcił, pojechał krótszą drogą? No trudno. Tak się może zdarzyć! Ważne jest to, że podjąłem się wyzwania, i zrobiłem wszystko by jemu sprostać. Aż teraz moje myśli krążą wokół trasy: Mniejsza trasa. Takiej symbolicznej porażki :) Może się niekiedy zbyt szybko poddaję. Nie mniej jestem zadowolony z dzisiejszej trasy. Cieszę się, że pojechałem mimo wielu niepewności i porannego "złego samopoczucia". Spójrzmy jednak prawdzie w oczy, że ja się przecież całe życie źle czuję i nie mogę na tej podstawie sobie odpuszczać. No inny fakt, że mam jeszcze robotę przy komputerze, którą na nowo sobie daruję - no trudno :-) Trzeba korzystać z pogody. Nadmienię jeszcze, że dzisiejsza trasa jest jedną z dwóch ponad 100 km wypraw, jakie chciałbym jeszcze we Wrześniu zrealizować. Mam nadzieję, że się uda :) Z jedną trasą się udało. Ciekawe jak to będzie z drugą.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 293
Trasa nr [łączna]: 377
Trasa nr [na blogu]: 291
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 106
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 373 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 287 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 8312.85 km
Stan Licznika Końcowy: 8413.11 km
Stan Licznika Końcowy2*: 8322.08 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8065 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8166 km
Maksymalna prędkość: 38.4 km/h
Przejechałem: 100.26 km
Przejechałem [msc]: 470 km
Przebieg roweru [rok]: 4859.96 km
Przebieg roweru [suma]: 15730.77 km
Przejechalem w 2018: 4859.96 km
Podroż dookoła świata (2018) 12.1499 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 39.3269 [%] km
Czas jazdy: 05:33:55 h
Czas Jazdy Suma (ever): 992:20:31 h
Czas Jazdy Suma (blog): 768:54:23 h
Czas Jazdy Suma (2018): 301:50:02 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 28:20:04 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:50:00 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:50:51 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:37:27 h
Średnia: 18.06 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczęła się dla mnie w porannych godzinach, dobijała godzina 10 gdy ruszałem. Nie wiedziałem jak się trasa potoczy, co mnie na niej czeka. Czy mi się uda czy nie :) Co by miało nie być, wyzwanie podjąłem i miałem nadzieję, że dam radę. W końcu w tym roku trochę już kilometrów zrobiłem. Trochę tras 100 km, i większych niż 100 km także zrobiłem :) Nawet w tym miesiącu (Wrzesień) miałem kilka ładnych tras, i to po robieniu o wiele mniejszych wyjazdów! Taka niestety prawda, że zeszły tydzień był paskudny pod względem pogody - i nie tylko pod tym względem nie za bardzo szły mi jakiekolwiek zadania, plany a także te rowerowe wojaże były dość słabe i krótkie. Jednak nie jest najważniejsze ile jadę, tylko czy jeżdżę regularnie. Widać, że na tej regularności można sporo zyskać. Myślę nawet, że jakbym cały miesiąc jeździł regularnie nawet po 20 km, to na koniec miesiąca 100 km, więcej jest osiągalne! To dla mnie dość ważne, zważywszy na to, że już za kilka miesięcy dołączę do ludu ludzi pracujących a w żadnym razie nie chciałbym rezygnować z roweru! Mógłbym za to w jakieś weekendy urządzać sobie jakieś większe wyjazdy, i oczywiście w trakcie urlopu planować jakieś fajne wojaże! :) Teraz jednak skupię się na samej trasie. Gdy wyjeżdżałem za ciepło nie było, chodź słońca nie brakowało. Ruszyłem spokojnie, po trasie moich rodzinnych stron, wyjechałem tak na drogę DK6, którą udałem się do Słudwii, ze Słudwii udałem się do skrzyżowania z drogą DK152, którą ruszyłem na Resko. Dzisiaj na Resko jakoś nie naturalnie spory ruch aut ciężarowych mnie spotkał! W ogóle trochę tych samochodów na głównych drogach było. Jednak nie zważałem na to, gnałem dalej. Moim celem było zaliczenie trasy! Chciałem wykorzystać pogodę, zaliczyć tras. Więc sobie dalej jechałem, w miarę spokojnie, o ile można spokojnie nazwać wydającą mi się szybką jazdą w okolicach nawet 18-20 km/h. Chodź czasem kręciłem wolniej, czasem szybciej i tak się kręciła cała trasa, którą umilały mi ulubione piosenki ;] Taka mała - raczej dozwolona pomoc, do kręcenia tras, z której niegdyś nie korzystałem a także sobie radziłem - czyli odpowiednio skomponowana playlista. Wkrótce minąłem Resko, a wraz z nim jedno z większych wyzwań, spore wzniesienie niosące się pod zakład IKEI. Mam taką zasadę, że podjeżdżałem pod każdą górkę. Niezależnie od tego jak jest ciężko. Tak sobie wmówiłem, że dzięki temu jestem silniejszy i jestem wstanie radzić sobie z różnymi rowerowymi wyzwaniami. Może coś w tym faktycznie jest? ;) No nie mniej trasa trwała dalej, mijałem do znudzenia znane tereny. I co chwila widziałem wiele odstępstw względem mojej ostatniej trasy "100 km", opisywanej tutaj: Im back - 100km!. O ile na lipcowej trasie co chwila chciałem ją skończyć, zrezygnować to dzisiaj chciałem jechać dalej i się nie poddawać! I się nie poddawałem! Naprawdę dobrze mi się jechało, chodź przeszkadzał mi wiatr. I tak zanim się obejrzałem już przywitał mnie Nowogard, który wkrótce minąłem. W Nowogardzie w okolicy stacji PKP utknąłem na dłużej :) Jeździły sobie ciuchcie Intercity, w jedną i drugą stronę, w jedną i drugą. I tak 3 kursy -.- Masakra. Będąc w Nowogardzie miałem już zrobione 40 km, trochę czasu minęło. Zrobiło się znacznie cieplej na dworze! Chodź wiatr wciąż był i wciąż przeszkadzał i tak niestety całą trasę! A, a bym zapomniał - jeszcze na drodze do Nowogardu, dokładnie przed Miłogoszczem, w Miłogoszczu zresztą też rośnie sporo Dębów. A w tym roku zarówno Dęby jak i Kasztanowce nieźle obrodziły w twarde, niejednokrotnie duże owoce ;] I dzisiaj taki jeden żołądź dość skutecznie mnie zaatakował. Nie wiele brakowało aby trafił w dość ważne miejsce ;] Pewnie się męska część odbiorców domyśla gdzieee :) Także, wrzesień taki niebezpieczny miesiąc. Widać coraz wyraźniej oznaki idącej jesieni - i także niebezpieczny ze względu na atakujące żołędzie i kasztany! Ten problem pewnie będzie otwarty (aż do końca miesiąca?!) gdy to wszystko nie po opada. No cóż, dalsza trasa bez niespodzianek. Minąłem Nowogard, za Nowogardem w stronę Karsku prawie gotowe chodniki nowe, które są tu od początku wakacji budowane! :) Widać, że idą wybory samorządowe.. A dalej, im dalej tym gorzej. Jechałem drogą nr 106 w stronę Golczewa. Gdy minąłem wieś Błotno - co ja tu zobaczyłem! PRZESTĘPCY bo to są przestępcy (dobrze, że tym razem nie mówię na nich po imieniu: kurwy, skurwysyny, śmiecie itd.), wykarczowali do gołego, kolejne połacie lasów - te same, które tyle razy mijałem na moich wiosennych szlakach tras 50-tek :( Smutny to widok. Czyżby chęć materialnych zysków aż tak przyćmiła rozum tym bestiom, które się takim poczynaniom oddają!? Tak wszystko dookoła niszczyć, niszczyć naturę...lasy... Szkoda słów na to, już wiele razy o tym problemie pisałem (w szczególności we wpisach z 2017 r.) i co to dało? Nic nie dało. Proceder wciąż trwa, i z pogardą patrzę na ciężarówki przewożące wyrżnięte drzewa, i na tych skurwysynów co takim egoistycznym popędom się oddają! Wkrótce ten smutny widok minąłem, gdy zjechałem już z drogi DW106. Chwilowo pojechałem drogą DW108 do Uniborza. Zaś z Uniborza pełną wspomnień i nostalgii trasą udałem się do Gryfic. Tak dobrze znane mi tereny, i tyle zmian na przestrzeni ostatnich lat! :) W tym tych złych - karczowanie lasów, wycinanie drzew przydrożnych. I tak dojechałem do Gryfic, wkrótce minąłem Gryfice na trasie Gryfice - Modlimowo. Kilka tygodni mnie tutaj nie było! W sumie nie wiele się zmieniło. Było już po południe, było bardzo słonecznie i ciepło. Ja już lekko zmęczony zbliżając się do przejechanych 80 km , wkrótce powyżej 80 km jechałem dalej :) Obserwując jak tu wszystko się zmienia, jak rozbudowują się tutejsze wsie. Najwięcej zmian czekało mnie jednak w samym Modlimowie, gdzie związku z wyborami samorządowymi miasto Gryfice zainwestowało pieniądze w robienie chodników (przy okazji wycina się coraz więcej drzew !!!), duże postępy są także w budowanej trasie S6. Jest już dostępna część obwodnicy Modlimowa, w tym wiadukt prowadzący do Reska. Sporo się tutaj dzieje, sporo zmienia. Starego zjazdu na Resko z drogi DK6 już nie ma. Jest zamknięty i trwają tam dalsze prace przy budowie obwodnicy Modlimowa, jako części trasy "S6" na odcinku Płoty->Kiełpino. I tu w zasadzie kończy się moja trasa. Ostatni etap, jazda po DK6 z Modlimowa do domu. Szkoda mi było zjeżdżać z dzisiejszej trasy. Gdy wróciłem do domu dopiero 17 godzina. Jeszcze trochę było ciepło, i słonecznie. A ja - niezbyt zmęczony bo miałem dość sił jechać nieco szybko nawet > 20 km/h a nawet > 25 km/h w powrotnej drodze, w ostatnich kilometrach! :) Tym samym osiągnąłem bardzo ładny czas (i średnią) na tej trasie 100 km. Jestem z tych wyników szczerze zadowolony! I tak niestety, kolejna trasa dobiegła końca! Kolejna piękna historia staje się wspomnieniem! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)