Dzisiejszego dnia, w końcu po długiej przerwie i takim bardzo słabym miesiącu (bynajmniej od strony jeżdżenia) i w ogóle od strony prowadzenia jakichkolwiek treningów rowerowych - w końcu wybrałem się w trasę. W godzinach popołudniowych na spokojnie wybrałem się kręcić parę km od czegoś w końcu po przerwie trzeba zacząć i trzeba zrobić aby coś z tego jednak było. A dzisiejsze popołudnie takie fajne się wydało, imo lepsze niż poprzednie dni, które nie były ciekawe. Więc się wybrałem na Makowice na Lotnisko gdzie właśnie trochę po lotnisku pojeździłem robiąc kółka i nabijając kilometry - i na tym właściwie opierał się dzisiejszy trening. To była walka z pogodą (silny wiatr), walka z rowerem i wszystkimi przeciwnościami losu z jakimi muszę się spotykać i z jakimi muszę walczyć aby osiągać swoje cele! Ogólnie było fajnie, nie czuło się zmęczenia, pomimo tego, że dłuższy czas nie jeździłem. Nie chciałem także przesadzać i robić od razu nie wiadomo ilu kilometrów - to w końcu nie o to chodzi aby przesadzić i zatracić się z regularnością na którą tak bardzo się powołuję zgodnie z którą powinienem działać a nie działałem. Powodów wiele szukać - po prostu ten kwiecień taki bardzo nieciekaw był dla mnie. Wietrznie deszczowa, wietrzna pogoda - przypominająca taką późną smutną jesień. Nie kleiły się także moje inne zadania, projekty i nic nie robienie - no może nie, że nic nie robienie ale nie robienie tego co powinno się robić było na porządku dziennym. Jeszcze w miesiącu marcu (2017 r) podłapałem nieciekawy trend zgodnie z którym zacząłem się mocno interesować tematem Reformy Systemu Oświaty w Polsce i wynikłych z tych wielu protestów (od 10.03, 31.03, 10.04) i najbliższy ma być 10.05. Podłapanie także tematu: "żądamy referendum bo nie my za niego płacimy" i inne takie bzdury #RodzicePrzeciwko ... A, że tam się wiele działo ciągle się działo, ciągle jakieś wpisy w mediach o tym były i na grupach na Facebooku to zacząłem to tak czytać i czytać no i tak czytałem i czytałem i w zasadzie dni mi tylko na takich pierdołach mijały. A wraz z końcem miesiąca zaczął pojawiać się coraz większy smutek i żal temu, że jeszcze nie jeżdżę ! W końcu powinienem jeździć jak najwięcej, wykorzystywać czas a szczególnie przytłacza mnie to, że wkrótce będzie 4 czerwca i Wielkie Święto Rowerowe w Szczecinie. Chciałbym na nie pojechać i ciekawe jak to będzie do tej pory.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 92
Trasa nr [łączna]: 177
Trasa nr [na blogu]: 91
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 27
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 174 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 88 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 669.73 km
Stan Licznika Końcowy: 694.74 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 38.5 km/h
Przejechałem: 25.01 km
Przejechałem [msc]: 71.66 km
Przebieg roweru [rok]: 556.2 km
Przebieg roweru [suma]: 6422.82 km
Przejechalem w 2017: 556.2 km
Podroż dookoła świata (2017) 1.3905 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 16.0571 [%] km
Czas jazdy: 02:00:02 h
Czas Jazdy Suma (ever): 403:52:37 h
Czas Jazdy Suma (blog): 180:26:29 h
Czas Jazdy Suma (2017): 44:47:33 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 06:17:47 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:15:33 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:39:32 h
Średni czas jazdy do tej pory: 01:57:41 h
Średnia: 12.51 km/h
Dzisiejsza trasa przebiegała w całości na jeżdżeniu po lotnisku w Makowicach gdzie do wsi dojechałem normalnie jadąc przez całe miasto, zajechałem do ciotki na chwilę a później już po samym lotnisku trochę kółek zrobiłem - pojeździłem po pasie w jedną i drugą stronę, byłem także na uboczach lotniska. Pogoda w miarę dopisywała. Chodziło przecież o zrobienie paru kilometrów aby wyjść z padołu nie jeżdżenia i przygotować się na dłuższe trasy z wciąż żywą nadzieją, że może już w maju w końcu wiosna zagości i będzie tak jak w maju być powinno - a nie tak jak jest - czyli wciąż chłodno, deszczowo albo bardzo wietrznie. A co jak co, ale silny wiatr jednak przeszkadza. Co ciekawe dzisiaj pomimo dużej przerwy w jeżdżeniu nie było najgorzej - szło mi dobrze, nie zabrakło etapów gdy jeździłem nieco szybciej niż moja przeciętna prędkość co także prowadzi do rozwoju mięśni, umacniania sił i daje lepsze efekty podczas dłuższych, bardziej wymagających tras. To takie przeciwdziałanie siłom natury, które chcieliby mnie powstrzymać, chcieliby zniwelować to co próbuję osiągnąć, ale jednak nie ma tak łatwo. Nie poddaję się i wciąż gonię za marzeniami - obecnie priorytetowo dla mnie to wprowadzić tą cholerną regularność w jeżdżeniu. I tak na koniec wpisu dodam, - powrót z dzisiejszej trasy - także szału nie ma - po prostu tą samą drogą co na wieś Makowice przyjechałem to i tą samą droga powróciłem. Lekkie zmęczenie jednak było, mimo wszystko szybko skutki treningu przeszły i dały siłę bardziej się wzmocnić co na pewno będzie widoczne podczas kolejnych tras.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)