Wyprawa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie i kompanów podróży, przez wiele przeszkód, trudniejszy teren, nowe drogi, i dość kontrowersyjne rozwiązania spotykane na tych naszych lokalnych drogach.. W dalekie historyczne czasy.. Wyprawa Urbexowa pełną parą. Zabrakło tylko ogniska :( I odwiedzenia Lotniska w Makowicach, które miały być ostatnim punktem dzisiejszego wyjazdu. Zaczynać od Lotniska jak na trasie: Żelmowo: Pałacyk 2. Nie było za dobrze.. To teraz unikać kłopotliwego wybrania trasy. Lepiej było zaliczyć Pałacyki i w końcowej drodze wybrać się na lotnisko. Na to jednak czasu nie starczyło.. No cóż, tego mogłem się spodziewać. Trasa jest kosztowna czasowo.. Sama odległość wyszła dość spora (87 km) a do tego potrzebny czas na zwiedzanie, wciąż i coraz mocniej sypiącego się pałacyku w Iglicach czy pozostającego w dobrym stanie pałacyku w Żelmowie.. W Żelmowie spędziliśmy więcej czasu, zwiedzając obiekty do których ostatnio nie wjeżdżaliśmy - starą gorzelnię z większością jej wyposażenia, w którym jedynie zabrakło trunków alkoholowych.. Pewnie wyparowały na biesiadach lokalnej społeczności :) Ale tak zachowało się wiele urządzeń, beczek.. Zajebista sprawa.. Sam budynek dość rozbudowy, wiele pomieszczeń. Niestety ale nie wszędzie dało się wejść.. Brakowało schodów, bądź były w złym stanie.. Historia swoje piętno dość wyraźnie tutaj zostawia. Zostawia je również w stodołach i chlewniach, które prawdopodobnie należały do Pałacu w Żelmowie, są w końcu w jego bezpośrednim otoczeniu. To niestety są ruiny, na które czas coraz bardziej wpływa.. Widać to w szczególności w pierwszym elemencie dzisiejszej wyprawy w Iglicach, które zgodnie z moim postanowieniem noworocznym odwiedzam co najmniej raz w miesiącu. I tak się składa, że dzisiejszy wyjazd jest moim Lipcowym odwiedzeniem Pałacyku w Iglicach ;) Choć w nazwie wpisu tego nie będzie, ale tak jest. Ale! Ale! Czy w tym miesiącu znów tu nie pojadę?! Tego nie wiadomo. Póki co, będę się starał w okolicach Jesieni zorganizować raz jeszcze taką wyprawę jak dzisiaj - tyle, że dłuższą z zahaczeniem o Makowice, ewentualnie podział trasy na 2 dni co byłoby najbardziej efektywne. Zważywszy na odległości między punktami do zwiedzania i czasu potrzebnego na dokładną penetrację tych miejsc.. W układzie dwudniowym wszystko jest jak najbardziej możliwe do realizacji :) Tylko jest jeszcze malutki problem techniczny dzisiejszej trasy, w której szlaki historii przecinały się ze złowrogimi działaniami przyrody - przelotny deszcz, silniejszy lub mniejszy wiatr, i raz cieplej raz chłodniej.. Jest tylko problem ilości Pałacyków.. Weekendowi królowie, co w piątek nie pracują a balują, na rowerach się szlajają mają ino do podziału tylko dwa pałacyki.. Więc każdemu nie starczy :( No może jeden mógłby wybrać oborę w Potulinach na siedzibę swego królestwa, tylko kto byłby chętny zasiadać i zarządzać chlewem, stodołą, która co najwyżej pamięta czasy PRLu, gdy była ostoją PGR-u..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 632
Trasa nr [łączna]: 714
Trasa nr [na blogu]: 628
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 108
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 705 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 619 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2858 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2945 km
Maksymalna prędkość: 39.1 km/h
Przejechałem: 87.18 km
Przejechałem [msc]: 99.98 km
Przebieg roweru [rok]: 4381.11 km
Przebieg roweru [suma]: 26946.84 km
Przejechalem w 2020: 4381.11 km
Podroż dookoła świata (2020) 10.9528 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 67.3671 [%] km
Czas jazdy: 05:04:57 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1701:58:52 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1478:32:44 h
Czas Jazdy Suma (2020): 280:09:24 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 05:55:35 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:57:48 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:39 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:22 h
Średnia: 17.21 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego rozpoczęły poranne przygotowania, obładowanie Aurelii wszystkim co trzeba i nie trzeba.. I problem z pomieszczeniem tego w sakwach xD Na domiar złego wciąż wożę tą cholerną pizzę, którą zakupiłem na trasie: Bałtyckie szlaki. ;p Całej nie zjadłem. A kurna byłem na Makowicach kolejnego dnia: Makowice z 01.07 - mogłem rzucić kotom czy psom ale o niej zapomniałem, nawet nie pomyślałem. A dzisiaj mi tylko przeszkadzała.. Przecież prócz pizzy, wziąłem walizkę z lampą, napoje, wodę, energetyka, pudełko batoników.. A nawet żelki.. No wyprawa na dłuższą skalę, i na dłużej ;) Przygotowania może nawet z myślą o planowanej na jutro trasie, która zahaczać będzie o te wydarzenie: DO STOLCA!. No nic, wolę mieć nad miarowo niż za mało. Tylko problem w tym, że obecnie używana sakwa, która ma prawie rok, jest już rozwalona z każdej strony. Najgorzej to boczne kolumny, tam zamki nie działają, w dół porozciągana.. Jeszcze kilka miesięcy temu mogłem wozić lampkę np. z boku. No obecnie nie za bardzo. Jedna kolumna (dokładnie lewa) wcale na zamek mi się nie zamyka, i zamykać to jakoś niewygodnie.. Na prawej te zamki działają lub nie.. O ile wożę tam tylko napoje to nie ma problemu. Nie martwię się, że coś mi wyleci.. Nawet tego nie zapominam bo to nie ma sensu. Niewygodne to wszystko. Więc większość ładunków pakowałem w środek sakwy.. A to się skończyło tak, że zamek nie wytrzymał i się rozpiździło.. Po drodze dwukrotnie.. Dopiero dzisiaj na wieczór było to na nowo naprawiane aby Aurelia była gotowa na jutrzejszy wyjazd. A tak to jeżdżę bez te słabej jakości sakwy jak jakiś dziad, nawet zaczynam się mianować takim rowerowym kloszardem xD Cały dobytek ze sobą wożę niekoniecznie w komfortowy sposób.. No spoko.. No nie mniej sama trasa była warta tego poświęcenia, i jeżdżenia jak ten rowerowy kloszard, chodź dzisiaj ogniska nie było.. Może następnym razem się uda :) Mnie się marzy wersja taka jesienna, druga połowa października, albo pierwsza.. Kolorowe drzewa.. I te strony.. Tak pięknie by tu było.. I smutno :( Teraz jednak skupiam się na tym , że pięknie. I wyrażam nadzieję, że pałacyki przetrwają, i obiekty na Makowicach. Bo nie wyobrażam sobie dalszej historii bez nich. To w końcu kultowe miejsca, które znam i odwiedzam całe życie. A niestety Pałacyk w Iglicach jest ruiną coraz większą. Obecnie dość mocno siadają ściany i sufit na "świetliku", przy głównej sali, gdzie wywaliło ścianę jest coraz gorzej. Sypią się wieżyczki, dach, niektóre ściany.. I podłoga. Deszczowa, wietrzna pogoda.. Nie sprzyja temu miejscu. Jego właściciel również nie. W końcu wcale o to nie dba, porzucił to. Jego jedyne dbanie to utrudnienie wejścia 5 msc.. temu.. Do kurwicy mnie to doprowadza.. No ale dobra.. Iglice były pierwszym elementem dzisiejszej trasy, drugim były pozostałości po PGR w Potulinach. Skąd pojechałem nową nieznaną mi drogą od wsi Gardzin do Sosnowa a dalej Łagiewniki i Luboń Górny. Tu już znane strony, choć nie często odwiedzane: Lubienie dwa. A może to się zmieni? :) W końcu fajne strony, warto po nich pojeździć, warto poznać te drogi.. I tak zaczęła się dłuższa droga do Żelmowa. Licząc z Iglic wyszło jakieś 35 km. W zmiennej pogodzie, ale za to w pięknych stronach powiatu Łobezkiego.. I ostatnia prosta do Żelmowa, a potem penetracja jego okolic, gdzie byłem pierwszy raz.. Pięknie tu jest.. I już smutny ale za to szybki powrót.. Dzień powoli układał się do snu.. Dawne czasy zostawały gdzieś za nami.. A w myślach trasa trwała wciąż.. Szybki powrót do domu, ostatnie 30 km, minęły chwila moment.. Było już godzinie 19 jak dojechaliśmy.. Fajnie spędzony czas i dzień. Ja się jednak mocno utwierdzam w przekonaniu, że ze zwiedzaniem taka trasa na jeden dzień to za dużo.. Bo to by trzeba było gdzieś o 6 rano jechać.. Aby gdzieś 18-19 robić ognisko i potem wrócić.. :) No inaczej się ze zwiedzaniem nie da. A też przecież nie pojedzie się nie wiadomo jak szybko, chodź dziś prędkości były szybkie. A w powrotnej drodze, średnia ponad 20km/h na 30 km.. A miejscami prędkości rzędu 26-30km/h to było za szybko. Trochę się zmęczyłem, zmachałem.. I obawiam się jak to na mnie wpłynie na jutrzejszej dogrywce do tego Stolca.. Oby się nie okazało, że sił mi zabraknie i będzie to słaby wyjazd.. :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)