Dzisiejsza trasa nie jest jedną z moich najlepszych i najmilszych tras rowerowych. Dość denna, męcząca podróż na zakupy do sklepu Dino, po niezbyt udanym dniu w pracy, który kończą pewne konflikty między Sekcją Wsparcia Technicznego (SWT) a Administratorów. A jakby tego było mało to jeszcze dzisiejszy dzień okazał się deszczowy i słaby. Słabo się czułem, jechało mi się słabo.. To efekt tego, że coś mnie bierze.. Zbyt długo tkwię w takim mocno szkodzącym mi życiu, tylko praca -> rower -> spać -> praca -> spać -> praca -> rower.. Wykańcza mnie to.. A tak wyglądają moje dni. Codziennie to samo, codziennie nie wyspany, przemęczony. Często zdarzają się stresujące sytuacje w pracy, stosowanie mobbingu i nieustanne konflikty, które wypełniają te denne dni. Nie dziwię się, że się to tak kończy. Po dzisiejszej trasie czułem się nie za dobrze. Na koniec dnia mocno boli mnie gardło i czuję się osłabiony, mam gorączkę. Nie wiem co z tego wyniknie. Pewnie odpowiedź na pytanie co z tego wynikło, i jak potoczyła się moja dalsza historia, znajdzie się w kolejnych wpisach.. Na razie nie mam dobrych wieści. W końcu ostatnie dni poświęcałem na małe poprawki na blogu a to związku z błędem licznika z przed kilku msc, i wiele tras temu. Szerzej pisałem o tym na ostatnim wpisie: ZS: Trasa "100 km - bateryjny problem". Już się rodziła pewna we mnie nadzieja, że skoro Styczeń ładnie rowerowo przeżyłem, pogoda była dobra i wszystko dobrze było i fajnie.. To może nadchodząca przyszłość będzie optymistyczna. Mam wobec niej kilka planów. Na jutro mam planowaną trasę: ZS: Smutna Trasa, na weekend mam planowany drugi rowerowy weekend (Trasa Powrotu, Trasa Golczewo-Stuchowo-Kocierz, oraz Iglice - Luty).. I mocno martwi mnie to, że z planów może nic nie wyjść. Oto oczywiście będę oskarżał pracę i te podłe życie, które szkodzi mi już od tylu miesięcy. Za kilka dni (06.02) minie równo 9 msc, odkąd strasznie dużo narzekam na świat, i odkąd wszystko mocno się pogarsza..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 545
Trasa nr [łączna]: 627
Trasa nr [na blogu]: 541
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 21
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 618 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 532 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3123.01 km
Stan Licznika Końcowy: 3153.55 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3148.7 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15372 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 15403 km
Maksymalna prędkość: 36 km/h
Przejechałem: 30.54 km
Przejechałem [msc]: 130.9 km
Przebieg roweru [rok]: 729.49 km
Przebieg roweru [suma]: 23295.22 km
Przejechalem w 2020: 729.49 km
Podroż dookoła świata (2020) 1.8237 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 58.238 [%] km
Czas jazdy: 02:10:02 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1470:41:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1247:15:15 h
Czas Jazdy Suma (2020): 48:51:55 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 08:27:16 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:13:38 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:19:37 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:19 h
Średnia: 14.1 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to nie tylko narzekania i paskudna pogoda: wieje, pada, i dzień jakby trochę dłuższy ale wciąż za krótki wobec oczekiwań.. To pierwsza optymistyczna wiadomość.. Dzień zaczyna się wyraźnie szybciej! Dojeżdżając do KWP widać przejaśniające się niebo, szybciej się robi widno.. I to mimo takiej pochmurnej pogody jaka była dzisiaj. Jeśli trend zachowa się nadal, to możliwe, że z moich dylematów trasowych odpadnie jeden z problemów, że jest ciemno gdy wyjeżdżam i zwykle ciemno gdy wracam. Chociaż będzie już jasno gdy wyjeżdżam i co najwyżej ciemno gdy wracam (to jednak będzie zależało od konkretnej trasy) na jaką się zdecyduję po pracy.. Jeśli to będzie taka trasa jak dzisiaj: ZS Sklep Dino bądź ZS: Polickie ścieżki, to za dnia będzie trudno je zrobić. Nie oszukujmy się jednak ale dalsze trwanie w takim życiu, w takim świecie, szkodzi mi coraz bardziej. Coraz bardziej dobija i unieszczęśliwia. A do tego dochodzą typowe miejskie problemy. Zbyt duża ilość zaborczych aut, pierdolone elektryczne hulajnogi. Dzisiaj się prawie z taką kurwą pierdoloną zderzyłem na Placu Szyrockiego, jak sobie taka kurwa popierdala po chodniku, gdzie ja skręcałem na ścieżce rowerowej.. A ten sobie zapierdala i prawie kurwa wjechałem w niego, a właściwiej to on we mnie. Męczy mnie miasto coraz bardziej i nie chcę w nim żyć. Nie chcę tu przyjeżdżać, zostawać.. Dojeżdżać do pracy.. Użerać się ze wszystkimi dookoła.. No tak, trasa do Przecławia, do sklepu Dino po pracy była męcząca. Zaczęła się niewinnie od bólu nogi, jakby mi coś na mięsień naciskało, potem było gorzej, ból nogi pozostawał, ale było gorzej, bo opadałem z sił. Jechałem strasznie wolno i długo. Jeszcze przed Warzymicami dopadł mnie lekki deszcz. Do Przecławia nie padało tak mocno. Na dobre rozpadało się w drodze powrotnej z Przecławia w stronę Dołuje przez jebane Stobno i tutejsze drogi. Nie dość, że mnie już mrok chwycił, do kurwicy doprowadzają pędzące tu auta, to jeszcze dziurawe drogi. Niektóre dziury - wielkie ogrodzone plastikowymi sierżantami. Całkowicie zniszczone i zrujnowane pobocza. Jedzie mi się źle, zmęczony jestem.. Osłabiony taki.. To jeszcze te kurwa samochody pierdolone wszelkiej maści. A już kurwa nie powiem, że pada i jest ciemno i nie wiele widać. Masakra skończyła się w Dołuje, jeszcze tylko dojazd do Mierzyna i ostatnia prosta.. Wróciłem.. Ale na wieczór się już za dobrze nie czuję :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)