09.09.2018
Jazda nr: 286

Tagi: wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jako ostatnia trasa z tego tygodnia nie napawa zbytnio optymizmem na kolejne dni Września. Za bardzo mi nic nie idzie, ani robota przy komputerze którą mam, która bardzo mi ciąży. Jest bardzo ciężka i złożona, składa się z wielu etapów (szczegóły itd, będą w raporcie PracyNaWakacje2018). Podjąłem się jednak pewnych działań, chciałbym je zrobić. Związku z czym nie planowałem dzisiaj długiego wyjazdu, chciałem raz dwa objechać i wrócić. Wydawał się dzisiaj być taki fajny niedzielny dzionek. A jednak ostatecznie takim się nie okazał. Planowałem pojechać sobie na szlakach budowy S6 do Kełpina, w powrotnej drodze ruszyć wzdłuż rzeki Regi od wsi Kocierz, i wyjechać przez most we wsi Smolęcin, wyjechać nie daleko trasy na Brodniki i być może w te strony na Brodniki się wybrać. Plan piękny, za jego realizację wziąłem się wczesnym po południem aby w miarę szybko wrócić. W miarę szybko, bez zbędnych komplikacji. Ale niestety co moje plany do życia, i obaw, które sprawiły, że w trasę "160-tkę" Dookoła Zalewu Kamieńskiego a wcześniej trasę "200-stkę" - 15 tyś Aurelio - "200 km" wziąłem się kiedy wziąłem. Czyli szybko się wziąłem - obawiając się ewentualnych problemów z pogodą (które nadchodzą), oraz problemów technicznych z rowerem, z którymi przyszło mi się dzisiaj zmagać. Straciłem na tych zmaganiach jakieś 1.5 h czasu, może więcej! A problem nie jest nowy, już kilka razy się z nim zetknąłem - pierwszy raz na trasie Lasy Podłęcza. Co prawda o tym nie wspominałem w tym wpisie, ale to od niego co jazdę aż do dzisiaj włącznie miałem taki dziwny problem z rowerem. Zaczęło mi schodzić powietrze z przedniej opony. Ale tak schodziło do połowy tylko. No raz tam mogłoby się zdarzyć, ale sytuacja się powtarzała. Ostatecznie zaryzykowałem i pojechałem na trasę dookoła Zalewu Kamieńskiego, wtedy jeszcze mi się do końca ta dętka nie zepsuła. Przed każdą trasą miałem jakieś 2-2.5 atm w przedniej oponie a zawsze pompowałem do 5.0 atm. Aż do dzisiaj! Dzisiaj gdy ruszyłem miałem wypompowane powietrze do zera. Nim ruszyłem w trasę napompowałem do 5.0 atm i ruszyłem. I ile zdążyłem zrobić?! No ile?! 3 km. I zeszło mi powietrze. Nie mam przy sobie zapasowej dętki. Do domu dodzwonić mi się nie udało. To co tak będę sterczał. Zdążyłem raptem ruszyć, minąć rodzinną mieścinę, minąć mury byłego Gimnazjum i ruszyć wzdłuż drogi DK6, mając nadzieję na rychłe wjechanie na szlaki budowanej S6 w stronę węzła Kiełpino. Tyle, że z każdą chwilą gdy jechałem jechało mi się coraz ciężej i ciężej. Szybko przekonałem się skąd takie uczucie - a było one konsekwencją uciekającego powietrza : Ruszyłem na pieszo w stronę Płotów, byłem nie stacji paliw. Zaszedłem tam z nadzieją, że mają kompresator, dopompuje sobie powietrza, jak depnę to może mi się uda dojechać. Heh. Zawodów i pech nr 2 - mają, ale co z tego, skoro to gówno jest uszkodzone. Pompuje mi do 2.2 atm i dalej nie chce. Kolejne próby pompowania kończą się tym, że powietrze ucieka. Próbowałem tak jechać na tych 2.2 atm - tssaaaa. Ledwo do wyjścia z terenu stacji dojechałem. Ruszyłem więc na Płoty już na pieszo -.- W Płotach zaszedłem na Orlen tam mają kompresator. No do kurwy nędzy mają a raczej mieli - ile się z nim namęczyłem. A pompować nie chciało. Aż jednego z kierowców o pomoc poprosiłem. A ten szybko stwierdził, że nie napompuję bo brakuje zamknięcia przy wężu, jest zepsute -.- Więc wentyla samochodowego nie napompuję bo nie ma takiej igiełki, która się w niego wbija i wtedy idzie -.- No i wtedy zrezygnowany ruszając już do domu, dostałem telefon z domu ;] Zaraz suport przyjechał wymieniliśmy dętkę. Straciłem trochę czasu, było już po godzinie 14.30 czy nie daleko tej godziny jak ruszyłem dalej. Niestety nie dostałem sprawnej i dobrej dętki. A tylko jakąś starą, co już klejona była. No nie mniej miałem nadzieję, że wystarczy. Miałem nadzieję, a już 3 pechowe sytuacje zaliczyłem. A ile miałem zrobione dzisiaj? Dopiero 3 km jazdy i ponad 2 km na pieszo. Straciłem czas i nadzieje, że dzisiaj już coś osiągnę. Zmieniłem nawet ostatecznie zdanie co do przebiegu trasy. No niestety ale szlakami S6 bym dzisiaj i tak nie pojechał, bo mimo, że jest niedziela to gnoje budowlańce i tak pilnują, i tak jeżdżą i tak pracują -.- Żadnej świętości nie respektują.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 288

  • Trasa nr [łączna]: 372
  • Trasa nr [na blogu]: 286
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 5
  • W tym roku: 101

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 368 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 282 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 8202.51 km
  • Stan Licznika Końcowy: 8247.38 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 8156.35 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7954 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 8000 km

  • Maksymalna prędkość: 38.2 km/h

  • Przejechałem: 44.87 km
  • Przejechałem [msc]: 304.27 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4694.23 km
  • Przebieg roweru [suma]: 15565.04 km

  • Przejechalem w 2018: 4694.23 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 11.7356 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 38.9126 [%] km

  • Czas jazdy: 03:20:33 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 982:44:44 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 759:18:36 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 292:14:15 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 18:44:17 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:44:51 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:53:36 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:38:11 h

  • Średnia: 13.46 km/h
W moich planach było więc pojechać przez Kocierz, do Smolęcina i tam przeprawić się przez rzekę. Gotowy do działania ruszyłem. W trasie walczyłem z rozładowującymi się akumulatorkami, i nie łączącym kablem USB, który sprawia, że ja naiwnie myślę, że się akumulatorek ładuje a on się nie ładuje -.- To mnie dodatkowo denerwuje i wymusza dodatkowe postoje. A trasa trwała, nie zjechałem na budowaną S6 tuż za lasem - gdzie budują most przez rzekę Regę, bo tutaj kręciły się pojazdy budowy. Pojechałem więc legalnie na skrzyżowanie Kocierz - Gostyń Łobeski i skręciłem na Kocierz. Wbrew moim oczekiwaniom ten fragment drogi (od krzyżówki Kocierz do mostu przez Regę) nie jest wykończony -.- A bo to też takie robienie na odpierdol, bo zrobią z dupy strony kawałek drogi, wyleją go asfaltem a potem dalej nic, zasypane piachem, zawalone sprzętem czy innymi zabawkami -.- Myślałem, że droga już całkiem łączy się do istniejącego fragmentu S6 biegnącego przez Modlimowo - którym już w tym roku kilka razy miałem okazję jechać ale niestety niee. Prace są na mniej zaawansowanym poziomie niż się spodziewałem. No nic, nie załamując się pojechałem dalej, minąłem Kocierz, minąłem skrzyżowanie na Łopianów. Jakoś mnie dzisiaj nic nie cieszyło, ani ładne widoczki, fajne strony w których się znalazłem. Chciałem jak najszybciej wyjechać po drugiej stronie rzeki Regi. A to się szybko na mnie zemściło. Otóż wyjechałem w Smolęcinie, przejechałem przez Smolęcin i już wiedziałem, że źle jadę. A tak mi się wydawało, że mam TUTAJ skręcić bo tak pokazywała nawigacja -.- Ale to nie tu. Już nie nawigacją a rozsądkiem skręciłem jedną drogę dalej, którą wyjechałem (a jakże) znowu w Smolęcinie ale z innej strony. Taka piękna wiejska droga, dookoła drzewa, las, dalej rzeczka :) Dojechałem tak pod elektrownię wodną. Ale tam wszystko zamknięte. Ruszyłem więc dalej, przez polną drogę na samo pole. Po drodze spotkałem starszą Panią, idącą z dwoma psami. Zapytałem jej czy tu jest jakiś most aby przejechać. Twierdziła, że jest jakaś kładka, to pojechałem dalej. Kładki żadnej jednak nie było, i taki kawał drogi musiałem się wracać :( Wracając zajechałem wgłąb lasu - i znowu zonk, teren prywatny, jakaś szkółka drzewek leśnych i znowu wracać -.- I tak dojechałem już w zasadzie pod Gryfice. Spojrzałem ostatni raz na GPS i ten mi pokazuje w lesie most przez drogę. Miałbym teoretycznie wyjechać nim na wsi Zdrój - no myślę, no dobra - zajechałem tam. I jadę tym lasem i jadę, wzdłuż rzeki a mostu nie widać. I jadę, i jadę i jadę i dupa. Nic tu nie ma - coraz głębiej w lesie jestem. I mostu nie znalazłem. Więc wróciłem zrezygnowany. Co się okazuje - mapa wprowadziła mnie w błąd. Ani na mapach google ani na mapach OpenStreetMap nie ma tu żadnego zasranego mostu. Swoją drogą to bardzo źle, że nie ma. Bo powinien być taki skrót. No ale co zrobić. Most jest dopiero w samych Gryficach ale to wiele kilometrów do nadrobienia. No a gdyby tego było mało, to dzisiaj wietrznie jest, takie powietrze takie inne, chłodniejsze. Podejrzane. Zwiastuje ono to, że idzie zmiana pogody w następnych dniach :( A dzisiaj mi się jeszcze przez to wszystko jeździć nie chciało. Czułem się taki zmęczony i jechało mi się coraz gorzej i gorzej, coraz ciężej. Tak minąłem jakoś te cholerne Gryfice, jak zwykle zrobiłem sobie dłuższy przystanek przy ul. Żwirka i Muchomorka. Miałem nadzieję już się nie zatrzymywać wracając drogą nr 109. Ale musiałem. Nim ruszyłem sprawdziłem co się dzieje, i opona wydała się nieco miękka. Dokładnie 6 km później gdy stanąłem będąc na wysokości Barkowa, odczułem tyle, że powietrza mam mniej niż 2.5 atm.. no nie dobrze. I tak wracając z Gryfic starałem się jechać w miarę szybko tylko po to aby starczyło mi powietrza. I starczyło, jeszcze dojechałem - ale było ciężko. Także dzisiaj miałem pech za pechem i problem za problemem :( No i te błądzenie w szukaniu czegoś czego nie ma -.- Okolice Łopianowa trochę znam, ale nie tak dobrze bo np. w Smolęcinie i w tych polnych dróżkach za nigdy nie byłem. W tych lasach także nie. A teraz wiem, że jedyny most, który szukałem jest na elektrowni wodnej w Smolęcinie. Tylko jak się na niego dostać : Może następnym razem się spróbuję nim przedostać - to musi być tutaj, bo nic innego nie ma co by wskazywało na jakąkolwiek przeprawę przez rzekę :) I tak, na trasie do Gryfic, towarzyszyło mi jeszcze słoneczko było w miarę fajnie. A gdy już Gryfice minąłem - słonko się schowało za chmurami. Było chłodniej i mniej przyjemnie. W ogóle ta dzisiejsza trasa taka beznadziejna bardzo. I ta pogoda, taka późno jesienna, zimowa :( Nie wiem jak to będzie na zimę. Przyzwyczaiłem się do bardzo ciepłego i pięknego lata jakie było w tym roku, ciężko mi będzie się od tego odzwyczaić. i tak jeszcze wspomnę na koniec, cieszę się niezmiernie, że moje najważniejsze trasy i najważniejsze plany na ten rok - zrobiłem już :) Dzisiaj bym np. nie wiadomo ile nie pojechał, może nie przez pogodę, ale rower się psuje. A nie wiem jaka będzie pogoda w następnych dniach, a niezbyt ciekawa nie jest zbyt zachęcająca na całodniowe wyprawy :(

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa09wrzesnia2018zdj1.jpgtrasa09wrzesnia2018zdj2.jpgtrasa09wrzesnia2018zdj3.jpgtrasa09wrzesnia2018zdj4.jpgtrasa09wrzesnia2018zdj5.jpgtrasa09wrzesnia2018zdj6.jpgtrasa09wrzesnia2018zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)