Dzisiejszego dnia w godzinach popołudniowych wybrałem się na małą wycieczkę rowerem. Planowałem zrobić coś około 80 km. Fajnie się jechało. Było duszno. Miejscami nieco pochmurnie - brak słońca. Ja sam planowałem wyjechać dziś po godzinie 16 ale w konsekwencji wyjechałem po godzinie 15. Jak zwykle czy jak większość moich tras rozpocząłem od pojechania droga 108 w stronę Golczewa. Pojechałem więc do samego Golczewa, Golczewo minąłem i dopiero pierwszy raz się zatrzymałem. Jechałem tak aby cały czas jechać na rowerze i nie zatrzymywać się ani na chwilę (no może mała chwila tak) ale bez postoi. To już taki właściwy trening i sprawdzenie się przed jazdą w maratonie 04.06. Tam będą mnie czekały dwa takie dłuższe odcinki - jeden to sam dojazd do Szczecina z Goleniowa bo chcę - a drugi to jazda po mieście na ok. 1.5h. Ale tam nie spodziewam się, że to kółko ma mieć nie wiadomo ile. Dzisiaj udało mi się ponad godzinę być na rowerze i przejechać 20 parę km co uważam za całkiem niezły wynik. Dało mi to tym samym możliwość przejechania przez całe Golczewo - już nie mówiąc, że dojechałem do Golczewa i je minąłem udając się na trasę alternatywną nad morze - tym samym udając się przepięknym regionem - pełnym obecnie zieleni, i unoszącego się zapachu zarzynanych drzew. To uporczywe skurwysyństwo jak najbardziej trawi wiele z regionów w których bywałem. A teraz wciąż bywając - wciąż widzę jakie niesie to konsekwencje - wycinane na umór drzewa - bez opamiętania się je tnie. Niszczy lokalną przyrodę i drogi. Ta droga idąca do Stuchowa jest bardzo zniszczona. Dziura na dziurze, jest tu też wąsko i przy drodze rosną drzewa. To nie jedyny problem tych miejsc. Problemem jest okres wakacyjny i głupota miast nadmorskich, które wręcz zachęcają aby jeździć trasami alternatywnymi a nie głównymi drogami. Prowadzi to do konsolidacji ruchu w tym rejonie, gdzie warunki nie są za dobre. Wpływa to także na rowerzystów, którzy tędy jeżdżą. A jak na domiar złego spotkają się tutaj ciężarowe samochody. Obecnie rzadko bo rzadko ale w przeszłości na takie natrafiłem. Byli na tyle bez szczelni, że bez powodu trąbili i próbowali wymusić abym rowerem w rów wjechał, w las bo jedzie jaśnie pan. Ale po cholerę tędy jedzie ?! Ja tego nie rozumiem. Mają samochód to niech jadą dookoła. Zrobi te 20-30km więcej ale zrobi to na lepszej drodze, jeszcze bardziej tej nie zniszczy. I nie będzie nikomu przeszkadzał a to nie. Będą się tu pchać. Najgorzej to jednak wypada fakt, że tutejsze ogromne hektary lasów, są na potęgę wycinane - i prowadzi to do patologicznej sytuacji z komarami i innym robactwem. Dziś bardzo dokuczliwe były całe stada much, które latały za mną przez bardzo długie odcinki drogi, żyć nie dawały. Zatrzymać się gdzieś na chwilę odpoczynku aby odpocząć czy się napić? ZAPOMNIJ. Nie da się. I tak było całą drogę - wszędzie. To może wynika z pogody. Dzisiaj taka burzowa aura. Ale z pewnością dewastowanie przyrody jakie ma miejsce po same Mechowo a tuż przed Mechowem jak się mija już wieś Wołowiec to naprawdę - tam połowa lasu jest wycięta. Jak to wygląda ?! Tego się nie da opisać co ludzka chciwość i pazerność zrobiła z tym miejscem a co najgorsze dewastacja wciąż trwa. I to raczej nie przesadne, ale wciąż i wciąż pogarsza się stan drogi i to dosłownie z tygodnia na tydzień. Jadąc tą drogą z Golczewa przez Upadły, Wołowiec i Mechowo to jedzie się dosłownie po samych dziurach. A może być gorzej jak przyjeżdża się tutaj, wycina te cholerne drzewa. W życiu jeżdżąc tu często 2 lata temu bym nie powiedział, że sytuacja się tak bardzo zmieni i te przepiękne miejsca zostaną tak zrujnowane a widzę to w tym roku za każdym razem gdy tędy jadę. Patologicznie ale raczej to zrozumiałe zjawisko - wraz z ubywaniem drzewostanu - ubywają inne gatunki owadów np. pająków, żmij, żab itd. A te wszystkie zwierzątka jak najbardziej zmniejszały populację much i komarów. Ja nie wiem jak sobie z tym radzą mieszkańcy tutejszych wsi - a takowych czy mniejszych osad ukrytych gdzieś w lesie jest dość sporo. Jedno jest jednak pewne - ta niezdrowa sytuacja musi się skończyć i to JUŻ. Nie można z tym czekać. Przecież w tym regionie nie są planowane żadne inwestycje typu budowa jakiś dróg czy czegokolwiek co miałoby usprawiedliwiać wycinanie lasów i niszczenie drogi, na której naprawę na pewno pieniądze się nie znajdą a to jedna z najgorszych dróg z jakimi się do tej pory w moich regionach spotkałem. Co gorsza, jakość tej drogi będzie się wraz z przejeżdżaniem przez nią przeładowanych ciężarówek wiozących drzewo pogarszała. Dlaczego lokalni mieszkańcy nic z tym nie robią?! Dochodzę przy takich obrazkach do niezaprzeczalnych wniosków, że ludzie w Polsce są już tak zniewolonymi niewolnikami, że żadne działania odbierające im te ostatki wolności czy godne warunki życia nie są wstanie przezwyciężyć się przekonaniu, że i tak nic nie może, że może tak być. A chciwość i pazerność bogatych ludzi, którzy za tym stoją - coraz śmielej prowadzi do niszczenia wszystkiego dookoła. Przecież nikogo nie może dziwić fakt, że kilka tych wyciętych drzew jest wart kilkadziesiąt tyś. zł. W przypadku tysięcy drzew jakie są wycinane, są to zyski idące w miliony złotych. Więc oczywiste jest to, że chodzi o pieniądze. A to, że niesie to skutki jakie będą tu występowały dziesiątki lat czy nawet więcej - to już nikogo to nie obchodzi. Same korzyści były z zalesionego terenu - i grzyby rosły, i w upalny dzień był chłód (cień), w wietrzny dzień nie wiało - jak padało to tu aż tak nie padało więc nie było źle. A teraz gdy drzew coraz mniej to jest coraz gorzej. Smutny obrazek miałem mijając wieś Upadły a później Wołowiec. I właśnie za Wołowcem gdy już byłem tuż przed Mechowem - to zaczął mi się coś rower psuć. Zaczęło coś stukać gdy jechałem i kręciłem pedałami. Mi się zdawało, że to przy prawym pedale coś tak stuka. Wydawało mi się, że może się pedał odkręca ale jak? Postukałem go nogą i to samo. Drażniące to jest. Ale nie większe oględziny nie było szans. Zatrzymałem się na chwilę i już setki much się mną interesowało. Gdzie nie gdzie wykorzystując chwilę nie uwagi komary się dobierały. Ile można ich zabijać a one wciąż są. Nie wiem czy by się nie dało tak stać tu kilka godzin i zabić je wszystkie? ;) Ale tego cholerstwa jest za dużo i w pojedynkę dość ciężko się nimi zająć. No nie mniej nie było szans nic przy rowerze zrobić. Tak przejechałem przez wieś Mechowo i pojechałem dalej. Mijając wieś Ciesław i będąc za chwilę w Stuchowie (droga nr 105), którą wróciłem do Gryfic.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 108
Trasa nr [łączna]: 193
Trasa nr [na blogu]: 107
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 43
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 190 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 104 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1322.09 km
Stan Licznika Końcowy: 1393.76 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 33.5 km/h
Przejechałem: 71.67 km
Przejechałem [msc]: 684.56 km
Przebieg roweru [rok]: 1255.22 km
Przebieg roweru [suma]: 7121.84 km
Przejechalem w 2017: 1255.22 km
Podroż dookoła świata (2017) 3.138 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 17.8046 [%] km
Czas jazdy: 05:04:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 451:11:14 h
Czas Jazdy Suma (blog): 227:45:06 h
Czas Jazdy Suma (2017): 92:06:10 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 46:21:54 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:05:28 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:08:31 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:06:32 h
Średnia: 14.15 km/h
Tą trasę dość dobrze znam i nawet w 2016 r. po niej jeździłem chodź najwięcej w 2015 r. Tutaj bywałem - dość często a także pamiętam tą drogę z mojej pierwszej 100 km trasy w życiu zrobionej we Wrześniu 2014r. To był taki właściwy chrzest Aurelii - zrobienie tych 100 km. Jechałem właśnie do Stuchowa a stąd do Pobierowa i dalej do Międzyzdrojów i trochę po Międzyzdrojach się pokręciłem i cały dzień na rowerku zleciał. Obecnie zrobiłbym tą trasę o wiele szybciej, ale w końcu nie taki był zamiar robienia tej trasy. Jest jeszcze tyle fajnych tras i dróg przede mną, które chciałbym sprawdzić, po których chciałbym pojeździć. Mam nadzieję, że okres wakacji (od czerwca do września), który powinien dać mi najwięcej przejechanych km. Będzie pod tym względem bardzo owocny i uda mi się odtworzyć możliwe, wszystkie trasy z 2015 r. I wiele nowych tras, dróg i miejsc poznać ;) Do tej pory właśnie słabo było z poznaniem czegoś nowego, byciem gdzieś w nowych miejscach. Dzisiaj postanowiłem to zmienić. Wracałem ze Stuchowa - mijałem tutejsze wioski i fajne leśne tereny. Jechało się nico ciężko. Powietrze było takie duszne. Zbierało się na burzę. Ale wcale mi to nie przeszkadzało. Po prostu byłem za bardzo zmęczony. Potrzebowałem z 5 min przerwy. Ale nie mogłem się nigdzie zatrzymać aby nie być atakowanym przez robactwo. I te cholerne robactwo ograniczało mi możliwości. Jakoś jednak się przemęczyłem i do Gryfic dojechałem. Rozważałem aby trochę po Gryficach pojeździć i wrócić normalnie drogą 107. Ale tak nie zrobiłem. Pojechałem przez Gryfice w stronę Rzesznikowa a tam byłem odbiłem na Modlimowo. I na wyjeździe z miasta jeszcze przed cmentarzem skręciłem w prawo na miejscowość Łopianów. Wydawało mi się, że tu jakoś przejadę i wrócę w Bartkowie na drodze 107. Ale dobre - wydawało mi się. Poznałem nowe drogi i fajne tereny. Z początku było ok. Do Łopianowa tylko 5 km. Jadę. Trochę lasem, trochę zepsutą drogą. Dzień już się kończy - ja wciąż mam mało kilometrów do 80 trochę brakuje więc jadę. Dojechałem do Łopianowa, przejechałem całą wioskę, normalna droga asfaltowa się skończyła. I zaczęła się taka gruntowa droga - trochę nią jechałem, trochę szedłem. Było ciężko jechać - gęsty piach, koła się ślizgają. Miejscami to było mi ciężko rower prowadzić a co dopiero jechać. I tak idę i idę. Dookoła zielone pola, coś tu rośnie - nie wiem co to jest - ale ładnie to wygląda. Takie fajne tereny, czuć tu ten klimat wsi, który jest tak mi bliski :) Cudowne miejsce. Wreszcie droga gruntowa się skończyła. Zaczęło się samo pole i droga techniczna po polu dla traktorów. Rozważałem czy wracać czy nie. Ale już z daleka zaraz za polem widziałem jakąś wioskę. I moim priorytetem było do niej dotrzeć. Nie wiedziałem co to za wieś. Po prostu nie znam tych terenów. Nie byłem tu nigdy a widzę, że tu całkiem fajnie jest. Warto by było poznać te drogi, połączenia miedzy wsiami. Takie znajomości nie są wcale złe - i zwiększają moje możliwości planowania całkiem nowych fajnych tras. A gdzie już raz jechałem to się nie pogrubię. A tak się złożyło, że dziś się pogubiłem. Pojechałem tym polem aż ta droga się zakończyła. I zaczęło się już prawdziwe pole i nędza. Obok szedł zwalony pastuch, coraz bliżej wsi i znów techniczna droga dla ciągników. Ale to chyba prywatne jest, skoro pastuch. A z oddali dochodziło ujadanie psów. Chwilę się zastanawiałem czy tam wejść czy nie. Ale niee. Postanowiłem wrócić. I własnie zjechałem już z pola znów na gruntową drogę i jechał jakiś jeep. I tam młody mężczyzna - wyjaśnił mi jak mam tu pojechać. Że mam jechać cały czas tym polem i tam zaraz znów będzie taka gruntowna droga i tam wtedy w prawo odbiję. Tu blisko, że dosłownie 2 km i jestem na wsi, którą z daleka widziałem. Już trochę niechętnie ale się wróciłem. Pogoda się pogarszała. Od strony Gryfic szła wielka chmura. Niebo takie piękne, kolorowe zwiastowało nagłą burzę w której epicentrum się znalazłem. Już drugi raz z pola wracałem i jak się rozpadało. Momentalnie tak zaczęło lać. I mało tego, burza, błyska się. Chwila i byłem przemoczony cały. Wszystko mi zamokło. Licznik. Sakwa i wszystko w niej. Dosłownie wszystko. Momentalnie zrobiło się takie błoto. Co dopiero nowe części do roweru tak ujebałem, że masakra. Nie byłoby tego problemu gdybym się nie wracał na to pole drugi raz i od razu wrócił do wsi Łupianów to by mnie deszcz już na wsi złapał. Ale tam możliwe, że bym to gdzieś przeczekał. Co prawda straciłbym kilka przepięknych ujęć - np. nowo powstałej podwójnej tęczy czy piękny zachód słońca ale zrobiłbym trasę samodzielnie. A tak zamókł mi telefon, wszystko. Wyjechałem stąd - obłocone wszystko - wyjechałem trochę za Łupianów. Prawie pod same Gryfice wróciłem było już po godzinie 21 i zaczęło się ściemniać gdy przyjechał ojciec po mnie samochodem. Wcześniej matka dzwoniła gdzie jestem a ja jeszcze gdzieś na polu w tym deszczu - masakra ;) I ona ojca mnie wysłała. Chodź bardziej opłacało mi się po prostu mieć suche ubranie i na spokojnie bym wrócił ale jak tak to tak. Trasa nie była zła, chodź w pełni jej nie zrobiłem bo już z Gryfic nie wracałem ale i tak myślę, że dla tych widoków i tych małych przygód było warto ! ;)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)