Trasa z dnia dzisiejszego odbyła się zgodnie z zaplanowanym przeze mnie pomysłem. Pomysł w sumie narodził się w tygodniu gdy jeździłem do Szczecina - chciałem sobie załatwić akademik, ale poległem. Dyplomu ukończenia studiów dalej nie mam do odbioru - więc w sumie nic nie załatwiłem. Pojechać pojechałem. Chodzi oczywiście o huczną i dużą budowę drogi S6 miejscami wzdłuż drogi 6 - i całkowitą przebudowę zjazdu z Goleniowa z 6 na 3 (miejscami S3). Pomysł na trasę miałem ciekawy - wyczucie pogodowe także - dziś był najcieplejszy dzień w tym 2017 roku i w moim regionie było ponad 28^. Bardzo ciepło - może trochę za ciepło bo mnie za bardzo przygrzało w konsekwencji a sam wybrałem się w największy upał (wyjechałem po godzinie 11) w trasę - którą zrobić, zrobiłem i okazała się bardzo ładnie zrobiona - zrobiłem dziś ponad 80 km w tym słońcu. Co prawda przypłaciłem to ogromnym bólem głowy z przegrzania organizmu, nie mniej uważam, że było warto. Trzeba trenować i warto trenować dla takich tras. Chodź przebieg trasy okazał się także dla mnie zbyt męczący (drogą 6) ode mnie z miejscowości do Goleniowa i z powrotem. W całości po drodze 6, miałem też zamiar jechać obwodnicą Nowogardu (S6) ale niepotrzebnie zrezygnowałem z tego zamysłu. Co wiąże się tylko z niepotrzebnym jeżdżeniem po mieście (Nowogard) zamiast po prostu pojechać - przecież jest duży margines, jest możliwość też nie wiem co mnie podkusiło. Dzisiejsza trasa zaczęła się ciekawie. Upał, trochę ciężko się jechało. Rower sprawiał problemy - a ja przemknąłem przez całe rodzinne miasto, wyjechałem na drogę 6. Tuż za miastem przystanąłem aby bardziej zacisnąć czapkę z daszkiem aby mi nie zwiała jak będą mnie ciężarówki mijać. Ale i tak mi spadła - nie daleko Żabowa gdy już do niego dojechałem. Jechało się z początku całkiem OK. Spokojnie, powoli nigdzie się nie spieszyłem. Do Nowogardu jest tędy trochę ciężko jechać - nie ma marginesu drogi, a ruch samochodów wcale nie jest mały. Szczególnie w taki dzień jak dziś (piątek). Niedługo po minięciu rodzinnej mieściny - we wsi Lisowo mijałem radiowóz który tam stał i czekał na osoby, które przekroczą prędkość. Głupie miejsce bo tu jest 70-tka nie wiadomo po co, i stoją i pilnują jakby komuś się gaz za mocno nacisnął to już go mają. Minąłem to wydarzenie i jadę dalej. Miejscami chwilę przystawałem, zrobiłem kilka zdjęć. Najbardziej interesuje mnie motyw budowanej drogi S6, która ma być gotowa w 2019 r. To duża inwestycja, tworzy się pod nią duże zaplecze i całe tony makulatury wynikłej z różnych pozwoleń i innych dokumentów. W sumie ciekawa sprawa. I tak sobie jechałem aż pod Żabowo gdzie dokładnie po 9,55 km zrobiłem pierwszy dłuższy postój. Minąłem dalej Żabowo. Tu jest przejazd przez tory i tutaj będzie budowany wiadukt dla samochodów jadących S6 - ciekawe rozwiązanie - póki co tu są ciekawe problemy, bo częściowo pociąg nie może kursować (zdjęte tory) i przewozi się ludzi autobusem do Nowogardu gdzie jadą dalej - niepotrzebne cyrki jak dla mnie - zlikwidować w ogóle kolej i będzie po problemie. Dalej się jeszcze OK jechało. Dojechałem już do obwodnicy Nowogardu, mijałem się z radiowozem, ja sam jechałem marginesem drogi. I pojechałem do miasta Nowogardu, całe objechałem, wyjechałem przez Olchowo z powrotem na drodze 6 i ruszyłem dalej do Goleniowa. Było coraz cieplej - najgorętsze godziny wybrałem sobie do jeżdżenia ! Porobiłem parę zdjęć. Jak jechałem drogą to nakierowywałem kamerkę na roboty drogowe - jak trwały - ten aspekt niż sama droga interesował mnie najbardziej.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 104
Trasa nr [łączna]: 189
Trasa nr [na blogu]: 103
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 39
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 186 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 100 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1123.05 km
Stan Licznika Końcowy: 1205.04 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 34.3 km/h
Przejechałem: 81.99 km
Przejechałem [msc]: 495.84 km
Przebieg roweru [rok]: 1066.5 km
Przebieg roweru [suma]: 6933.12 km
Przejechalem w 2017: 1066.5 km
Podroż dookoła świata (2017) 2.6662 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 17.3328 [%] km
Czas jazdy: 04:26:24 h
Czas Jazdy Suma (ever): 438:18:56 h
Czas Jazdy Suma (blog): 214:52:48 h
Czas Jazdy Suma (2017): 79:13:52 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 33:29:36 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:02:41 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:01:54 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:03:58 h
Średnia: 18.49 km/h
Kilometry leciały powoli, jechało się jeszcze w miarę dobrze. Jeszcze nadmiar samochodów nie był dla mnie drażniący - a tych aut było setki, które jechały wzdłuż mego toru jazdy i z nad przeciwka. Miejscami manewrowałem między zamkniętymi obszarami drogi (aby trzymać się marginesu) i tak sobie dojechałem. W kilku miejscach - dosłownie co kilka kilometrów, stała policja i łapała kierowców - mieli kilku złapanych zawsze i ich przetrzepywali. Tak dojechałem do kolejnych robotów drogowych, prawie końca drogi 6. Dokładnie do skrzyżowania Goleniów - Żółwia Błoć i skręciłem na Goleniów. Do samego Goleniowa nie jechałem tutaj kawałek za skrzyżowaniem przystanąłem - podjadłem słodycze, napiłem się - zrobiłem kilka zdjęć i jadę z powrotem. Co prawda mógłbym dojechać do samego Goleniowa ale to wiązałoby się z tym, że droga powrotna byłaby znacznie dłuższa a tego wolałem uniknąć - planowałem na dziś 80 km. Co prawda przemknęło mi przez myśl przemknąć do 90 km, ale uznałem to za ponad moje siły - co prawda dać radę bym dał. Z trasą 100 km też dałem radę ale to było mocno męczące a dziś dodatkowo jest ta pogoda. Jest bardzo upalnie. Pierwszy raz w tym roku jest taka pogoda a ja praktycznie cały czas jadę w samym słońcu. Tu przecież nie ma żadnych drzew. Kiedyś były ale skurwysyny powycinali. To samo czeka wszystkie lasy i samotne drzewa - wycięcie ! Droga powrotna jednak zaczęła mi się nieco dłużyć. Robiłem więcej postoi - już sama droga do obwodnicy Nowogardu była bardzo męcząca i tuż przed Nowogardem zacząłem się nieco gorzej czuć, zaczęła mnie głowa pobolewać a ja zrobiłem dopiero nie całe 60 km. Jeszcze ponad 20 km do domu a ja już się nieciekawie czuję. Nadmiar tych samochodów na ulicy zaczynał być męczący. Przypomina mi się klasyczna scena z serialu: Świat wg Kiepskich gdy Ferdek Kiepski wychyla się zza okna swego mieszkania i krzyczy do ludzi w samochodach DOKĄD ONI TAK WSZYSCY ZAPIERDALAJĄ - no właśnie, dokąd?! Po co?! To jest apodyktyczne co się dzieje, i z początku mi to nie przeszkadzało, ale już nadmiar tych samochodów w jedną drugą stronę to już było takie męczące, takie irytujące, takie wkurwiające. Źle zrobiłem, że tak daleko pojechałem samą taką ruchliwą drogą. Zrobić po niej kilka km. to nie ma tragedii ale jechać po niej mną stop kilka godzin to można kurwicy dostać od tych samochodów co jeżdżą w jedną i drugą stronę. Być może to efekt tego, że zaczęła mnie głowa pobolewać a od dziecka mam migrenę to może potęgować nie które odczucia. Tutaj już mijając Olchowo w powrotnej drodze serio rozważałem jechać na wprost przez obwodnicę Nowogardu. Chrzanić to - może nie spotkałbym się z żadną milicją. Zamiast tego pojechać (zgodnie z przepisami i oznaczeniami -.-) musiałem na około przez Nowogard cały przejechać by wyjechać na końcu miasta, zjechać dopiero z obwodnicy. Ostatnie km. były najgorsze. Najwięcej postoi. Nadmiar słońca, hałasu z ulicy i nie czułem się przez to najlepiej. Było mi ciężko. Pocieszałem się tym, że już nie daleko, już nie daleko - co chwila to sobie wmawiałem aż dojechałem do tablic rodzinnej mieściny - w której także zrobiłem jeszcze 2 postoje nim dojechałem do domu - gdzie ległem się na łóżko od razu gdy przyjechałem. Chwilo nic mi nie było za chwilę łeb mnie boli. Skończyło się na lekkim przegrzaniu organizmu, otumanieniu się apapem i spać... ;} Nie mniej - było warto. Czy zrobiłbym to znów wiedząc jakie byłyby następstwa? Oczywiście, że TAK! Trenuję przecież po to aby być silniejszym i aby pogoda w tym upały miały na mnie mniejszy wpływ. Duży wysiłek, oznacza także wzrost kondycji i możliwości na przyszłych trasach. A wszystko nieustannie zbliża się do mitycznego dla mnie terminu 4.06.. Dodam jeszcze na koniec, że dzisiaj wyjątkowo awaryjność roweru mi dokuczała. Często był problem z przejścia łańcucha między poziomami biegów na kasecie, włączyłem bieg nie przechodzi, długo nie idzie, nie chce wskoczyć. Kilka razy też tak dziwnie: "osiadał". To dodatkowo irytuje, i męczy - a to jest najgorsze przy znacznych trasach, w takiej pogodzie - bardzo upalnie, potrzeba dużo sił i bardzo silnych motywacji. Na szczęście trasa się udała :) Było zajebiście. Chciałem pojechać, pojechałem - zobaczyłem. Mam materiał (zdjęcia, nagrania) będę go wkrótce opracowywał i coś z tego fajnego powstanie! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)